Popularne posty

16:16

COSSI FULEREN - OLEJEK, TONIK I PEELING - NOWA MARKA KOSMETYKÓW NATURALNYCH Z SZUNGITEM

COSSI FULEREN - OLEJEK, TONIK I PEELING - NOWA MARKA KOSMETYKÓW NATURALNYCH Z SZUNGITEM

...czyli o co chodzi z tym szungitem.


Z marką Cossi Fuleren spotkałam się po raz pierwszy podczas spotkania Nature of Woman, o którym pisałam Wam TUTAJ. Jest to nowa linia produktów do pielęgnacji twarzy i ciała, która bazuje na wodzie szungitowej. Testowałam egzotyczny peeling do ciała, kojący olejek oraz Tonik kojąco-nawilżający.
Czym jest tajemniczy szungit? Jaki ma wpływ na naszą skórę?
Czy kosmetyki Cossi Fuleren to hit czy kit?
W dalszej części posta postaram się rozwiać wszystkie wątpliwości i odpowiedzieć na powyższe pytania.



Rzeczony szungit to wysokiej jakości węgiel. Jest on bardzo mocnym antyoksydantem. Niektóre źródła wspominają nawet o 1000-krotnie mocniejszym działaniu przeciwutleniającym w porównaniu do witaminy E. Charakteryzuje go również działanie przeciwzapalne, regenerujące oraz łagodzące.
Dzięki swojej budowie umożliwia absorbcję składników aktywnych wgłąb skóry. Poniżej zdjęcie szungitu.


Peeling egzotyczny





Cena: ok. 35 zł

Pojemność: 200 ml

Skład: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea), Sodium Chloride (sól kuchenna), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Orbignya Oleifera (Babassu) Nut Oil (olej babassu), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter (masło kakaowe), Parfum (zapach), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tłusty), Tocopherol (witamina E, konserwant), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Hoya Lacunosa Flower Extract (ekstrakt z kwiatu porcelanowego), Fullerene C-60 (Fulereny - cząsteczki szungitu), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzyl Salicylate (zapach), Geraniol (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach).

Peeling ma zdecydowanie emolientową bazę - masło shea, olej kokosowy, olej babassu, olej słonecznikowy i masło kakaowe. Do tego sól pełniąca rolę ścierniwa, woda szungitowa, ekstrakty, kompozycja zapachowa i konserwanty - nic, do czego mogłabym się przyczepić :) Bezpiecznie i naturalnie.


Jak widać na zdjęciach, peeling ma stałą konsystencję (myślę, że zawdzięcza to zawartości oleju kokosowego, masła shea i masła kokosowego).


Pod wpływem ciepła, po roztarciu w dłoniach, zamienia się w olejek.


Po zapoznaniu się z etykietą i rysunkiem orzecha kokosowego, spodziewałam się zapachu kokosa... Zaskoczeniem był dla mnie niesamowicie przyjemny, słodki zapach egzotycznych owoców, który zostaje na ciele jeszcze kilka godzin po kąpieli.

Peeling skrywa się w słoiku z białego plastiku.

Działanie: Zacznę od tego, że nie jest to klasyczny zdzierak, więc jeśli tego szukacie, nie jest to produkt dla Was. Jest on bardzo delikatny, jednak skuteczny.
Doskonale oczyszcza skórę i złuszcza martwy naskórek bez podrażnień. Po skończonym zabiegu, zostawia on na skórze cudowną, olejową, pachnącą warstewkę, dzięki której skóra jest nawilżona przez cały dzień, bez konieczności używania balsamu.

Podsumowując - pięknie pachnie, ma nienaganny skład i świetnie działanie. Czego chcieć więcej? Z pewnością kupię ponownie!


Olejek kojący




Cena: 35 zł

Pojemność: 100 ml

Skład: Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Citrullus Lanatus Seed Oil (olej z pestek arbuza), Crambe Abyssinica Seed Oil (olej z nasion modraka abisyńskiego), Rosa Canina Seed Oil (olej z pestek dzikiej róży), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil (olej sezamowy), Parfum (zapach), Gardenia Tahitensis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów gardenii tahitańskiej (monoi)), Tocopherol (witamina E, konserwant), Melia Azadirachta Seed Oil (olej z pestek miodli indyjskiej (neem)), Boswelia Serrata Oil (olej z kadzidłowca), Fullerene C-60 (Fulereny - cząsteczki szungitu), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzyl Salicylate (zapach), Geraniol (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach).

Skład produktu to mieszanka różnych, wartościowych olei roślinnych, szungit, substancje zapachowe oraz konserwant.



Olejek znajduje się w wygodnej butelce z atomizerem, który ułatwia aplikację. Jest on pomarańczowego koloru i ma piękny zapach. Bardzo ciężko mi opisać ten zapach. Jest odrobinę orientalny, jednak kompletnie nie jest w typie kadzidlano-sandałowych, ciężkich aromatów, jest on raczej lekki i słodki. Kojarzy mi się z latem.

Działanie: Produkt przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, jednak świetnie sprawdza się również do olejowania włosów. Szybko się wchłania, pozostawiając na skórze aksamitną, nietłustą warstwę, która zapobiega utracie wody. Skóra jest miękka, nawilżona i pachnąca.
Podczas wakacyjnego wyjazdu użyłam go również kilka razy do nocnego olejowania włosów i w tej roli sprawdził się równie dobrze. Nie odważyłam się użyć go do twarzy, z obawy przed zapychającymi właściwościami oleju kokosowego, który figuruje na drugiej pozycji w składzie.

Tonik Kojąco - Nawilżający




Cena: 19,00 zł

Pojemność: 100 ml

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - humektant), Sodium Benzoate (konserwant), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z liści aloesu), Potassium Sorbate (konserwant), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego), Lentinus Edodes Extract (ekstrakt z grzybów Shiitake), Tremella Fuciformis (Mushroom) Extract (ekstrakt z trzęsaka morszczynowatego), Moonstone Extract (ekstrakt z kamienia księżycowego), Citric Acid (kwas cytrynowy - regulator pH), Zinc PCA (cynk), Copper PCA (miedź), Fullerene C-60 
(Fulereny - cząsteczki szungitu), Benzyl Benzoate (zapach), Geraniol (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach).

Multum nawilżających ekstraktów, mikroelementy i antyoksydanty! Czyli wszystko to, co powinno się znaleźć w nawilżającym toniku do twarzy.
Największą zaletą tego toniku jest brak substancji powierzchniowo czynnych w składzie! Nadal nie rozumiem czemu producenci usilnie pakują detergenty do produktów, których nie zmywa się z twarzy...


Tonik znajduje się w takiej samej butelce z wygodnym atomizerem, jak olejek. Ma on wodnistą konsystencję i bardzo delikatnie słomkowy kolor. Jednak rzeczą, która najbardziej mnie oczarowała, jest jego zapach. Cała seria Cossi Fulleren pięknie pachnie, jednak ten tonik bije je wszystkie na głowę! Zapach jest świeży i delikatny, przypomina mi trochę perfumy o zapachu zielonej herbaty, których używałam jako nastolatka.

Działanie: Muszę przyznać, że to jeden z niewielu toników, których efekt jest faktycznie widoczny. Już po jednorazowym użyciu skóra jest nawilżona i świetlista, po kilku tygodniach wydaje się jędrniejsza i gładsza. Zdecydowanie można zaobserwować wzrost nawodnienia skóry, co jest dla mnie bardzo ważne, a cera jest ukojona.
Z przykrością kończę pierwsze opakowanie i zastanawiam się czy kupić dokładnie ten sam produkt, czy może postawić na inną wersję, np. łagodzącą lub anstystresową.


Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć kawałki szungitu, które znajdują się zarówno w olejku, jak i toniku.


Używaliście kiedyś kosmetyków z szungitem? Słyszeliście o właściwościach fulerenów? A może od dawna znacie i używacie produktów Cossi Fuleren?

G.
1 komentarz:

15:05

NATURA SIBERICA - NORTHERN SOAP FOR DEEP FACIAL CLEANSING CZYLI MYDŁO DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY

NATURA SIBERICA - NORTHERN SOAP FOR DEEP FACIAL CLEANSING CZYLI MYDŁO DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY

... czyli kiedy czarne mydło nie jest klasycznym czarnym mydłem.


Nawet jeśli dopiero zaczęłyście zgłębiać temat naturalnej i świadomej pielęgnacji, zapewne nie raz natknęłyście się na markę Natura Siberica. Z czego słynie? Głównie z serii rokitnikowej, co nas absolutnie nie dziwi. Jednak Natura Siberica to nie tylko słynny scrub czy szampon. Składy są zwykle bez zarzutu, a w jej ofercie znaleźć można egzemplarze wybitne, choć oczywiście nie wszystkie produkty tej firmy takie są, bo marek idealnych nie ma. Działanie tego kosmetyku zaskoczyło nas pozytywnie już od pierwszego użycia, a potem było już tylko lepiej i lepiej. Kiedy tak tonęłyśmy w zachwytach, doznałyśmy ogromnego zdumienia, bo niestety jest "ale" i to takie, którego spodziewałyśmy się najmniej.... Zapraszamy na recenzję.




Produkt zapakowany jest dodatkowo w kartonik, który oprócz właściwego produktu, zawiera jeszcze mini instrukcję obsługi oraz zapakowaną w folię gąbeczkę (swoją drogą bardzo przydatną w użytkowaniu mydła).



Takie "gąbeczki do facialu" można kupić z łatwością w każdej drogerii, a nawet supermarkecie. Znajdziecie je za ok. 3-4 zł. na dziale z artykułami kosmetycznymi. Osobiście, same posiadamy podobne w naszych łazienkach już od dawna, ponieważ pomagają one m.in. w zmywaniu opornych produktów z twarzy. Twarda kiedy jest sucha, miękka i elastyczna po zmoczeniu. Ta jest naprawdę wyjątkowo miękka i delikatna. Warto wyparzyć je od czasu do czasu, dla zabicia zarazków. Poza tym, nie ma większych wymagań w użytkowaniu.






Jak wygląda ten kosmetyk? Z początku, tłoczenie jest specyficzne. Jednogłośnie okrzyknęłyśmy to strukturą przypominającą wyglądem mózg. Oczywiście, już po pierwszym użytkowaniu, staje się ona jednolicie gładka. Konsystencja należy do zbitych i twardych, ale w kontakcie z wodą, mięknie, pieni się i "mydli" bardzo dobrze.




Pojemność jest korzystna, a produkt baaardzo wydajny, więc płacimy za coś, co postoi w naszej łazience przez dłuższy czas, nawet przy częstym i regularnym użytku.

Zapach jest równie specyficzny co początkowy wygląd tego produktu i ciężko go jednoznacznie określić. Zarazem organiczny, ale i słodki.




Cena: ok 40 zł

Skład: Aqua (Water) (woda)Hydrogenated Starch Hydrolysate (hydrolizat skrobii kukurydzianej - humektant, kondycjoner)Sodium Cocoyl Isethionate (łagodna substancja myjąca)Stearic Acid (emulgator)Carbon Black (CZARNY BARWNIK, NIE WĘGIEL AKTYWNY)Parfum (Fragrance) (zapach)Hippophae rhamnoides fruit oil (olej z owoców rokitnika - z kontrolowanych upraw ekologicznych)Pinus Sibirica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters (pochodna oleju z sosny syberyjskiej, działa przeciwbakteryjnie)Hippophae Rhamnoides amidopropyl Betaine  (substancja myjąca, na bazie oleju rokitnikowego), Pinus Sibirica Needle Extract (ekstrakt z igieł sosny - z dzikich zbiorów), Pineamidopropyl Betaine (substancja myjąca, emulgator, pochodna oleju z sosny syberyjskiej)Picea Obovata Needle Extract (ekstrakt z igieł świerku syberyjskiego - z dzikich zbiorów), 
Abies Sibirica Needle Extract (ekstrakt z igieł jodły syberyjskiej - z dzikich zbiorów), Schizandra Chinensis Fruit Extract (ekstrakt z owoców cytryńca chińskiego), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany z kontrolowanych upraw ekologicznych), Rubus Idaeus Seed Oil (olej z nasion malin - z kontrolowanych upraw ekologicznych), Rubus Chamaemorus Fruit Extract (ekstrakt z owoców maliny moroszki - z kontrolowanych upraw ekologicznych), Betula Alba Juice (sok z brzozy brodawkowatej - z upraw kontrolowanych ekologicznych), Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Seed Oil (olej z nasion borówki czarnej - z kontrolowanych upraw ekologicznych)Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant)
Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant)Limonene (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach)Butylphenyl Methylpropional (zapach), Linalool (zapach)


O składzie: Szereg wyśmienitych ekstraktów i olei z kontrolowanych upraw ekologicznych lub z dzikich zbiorów z głębi syberyjskiej Tajgi... Brzmi pięknie, prawda?
Dlaczego tylko producent pisze na opakowaniu, ze kosmetyk bazuje na węglu aktywnym, jeśli w składzie go brak? Można było nazwać produkt po prostu mydłem do głębokiego oczyszczania na bazie syberyjskich ziół, po co kłamać o zawartości węgla aktywnego jeśli w produkcie umieszczamy jedynie Carbon Black, który nie ma żadnych właściowości pielęgnacyjnych, nie jest również składnikiem naturalnym... Bardzo nam przykro Naturo Siberico, czujemy się oszukane... Pomijam już fakt, że wszystkie wartościowe wyciągi i oleje, figurują w INCI po zapachu, więc ich ilości są zapewne znikome :(



Użytkowanie i efekty - nasza opinia

Pola: Kosmetyk zaskoczył mnie pozytywnie swoim działaniem już od pierwszego użycia. Nie mam większych zastrzeżeń ani do słoika, w którym się znajduje, ani do dodatku w postaci gąbeczki. Łatwo się go nakłada, a jeszcze łatwiej spłukuje. Jest wydajny. Zapach jest ciekawy, przyjemny dla mojego nosa. Na plus, co najważniejsze mogę zaliczyć jego działanie, bo tak jak wspomniałam, już jednokrotne użycie przyniosło u mnie pozytywny, widoczny efekt. Skóra od razu stała się gładsza, a po każdym kolejnym sięgnięciu po produkt, byłam coraz bardziej zadowolona.  Produkt delikatnie matuje, odtłuszcza, ale moim zdaniem świetnie sprawdzi się nawet przy cerze suchej, ponieważ nie powoduje uczucia ściągnięcia (oczywiście, po oczyszczeniu, zawsze należy sięgnąć po produkt nawilżający). Łagodzi stan wyprysków i zaczerwienień, wygasza rumień. Moja naczynkowa skóra jest jego ogromną fanką. Bez problemów powinien polubić się również z każdą cerą zapchaną i tłustą. Dogłębnie oczyszcza, czuć, że skóra po nim oddycha jeszcze lepiej. Kosmetyk ten, jeśli chodzi o efekty, to cała lista zalet i pod względem działania, nie mam mu nic do zarzucenia.  

Gosia: Pierwsze co przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tym produkcie, to po prostu "WOW". Jest to ostatnio mój ulubiony produkt do oczyszczania twarzy. Skóra jest po jego zastosowaniu naprawdę czysta i gładka, pory stają się niewidoczne, a wydzielanie sebum ograniczone. Efekt jest widoczny gołym okiem. Produkt bardzo łatwo wydobyć ze słoika, gąbeczka idealnie spełnia swoje zadanie. Mydło przepięknie pachnie (mi osobiście kojarzy się mocno z marcepanem!) i jest bardzo wydajne. Na jednorazowe użycie wystarczy niewielka ilość. Łatwo jest zmyć preparat ze skóry i przy okazji nie zabrudzić całej umywalki na czarno :D Polecam!

Poniżej moje zdjęcie podczas jednego z 'twarzingów'. Przepraszam za jego kiepską jakość, niestety mój telefon robi zdjęcia jak kalkulator, poza tym jest skradzione z instastory :)



Kwestia czarnego węgla w składzie, czy raczej powinnyśmy napisać - jego braku, absolutnie nas rozczarowała. Choć kosmetyk działa świetnie, to ten temat wywołał niesmak i ogromne niedowierzanie. Ciężko znaleźć usprawiedliwienie dla takiego posunięcia tej marki (nawet, a może właśnie zwłaszcza dla takiej, którą darzymy uznaniem i zaufaniem, bo gdyby to była jakaś komercyjna sieczka, nie byłybyśmy zaskoczone).


Skusicie się na ten kosmetyk? To coś dla Was?

P. & G.
2 komentarze:

17:38

ALOESOVE - PŁYN MICELARNY I ŻEL MYJĄCY DO TWARZY - PODWÓJNA RECENZJA

ALOESOVE - PŁYN MICELARNY I ŻEL MYJĄCY DO TWARZY - PODWÓJNA RECENZJA

...czyli kolejna marka ze stajni Sylveco.


Jedna z naszych ulubionych polskich firm, czyli Sylveco, stworzyła ostatnio kilka nowych marek, które dołączają do Vianka i Biolaven.
W ostatnim czasie, swoją premierę miały - Aloesove - czyli jak nazwa mówi, kosmetyki na bazie aloesu, Rosadia - czyli kosmetyki z różą damasceńską, dziką różą oraz drzewem różanym stworzona do cery naczynkowej oraz Duets - produkty unisex, przeznaczone dla dwojga, które mimo tego, że reklamowane są jako antysmogowe, doskonale się sprawdzą nie tylko dla mieszkańców wielkich miast, ale także dla posiadaczy cery mieszanej, tłustej i trądzikowej.

Na pierwszy rzut, postanowiłyśmy przetestować produkty Aloesove. W nasze ręce trafiły dwa najbardziej podstawowe kosmetyki pierwszej potrzeby, czyli płyn micelarny oraz żel myjący do twarzy. 

Jak się u nas sprawdziły? Zapraszamy do dalszej lektury!




2 komentarze:

16:23

GARNIER FRUCTIS - ODŻYWCZA MASKA BANANA HAIR FOOD

GARNIER FRUCTIS - ODŻYWCZA MASKA BANANA HAIR FOOD

... czyli 98% składników pochodzenia naturalnego w kosmetyku marki komercyjnej.


Coraz więcej firm robi wszystko, by móc na opakowaniach swoich produktów, użyć słowa "naturalne". Dlaczego? Bo widzą, że to nie przejściowa fascynacja, sezonowa moda, ale dla wielu nawet styl życia, by mocniej selekcjonować swoje wybory i sięgać po kosmetyki i wyroby, które mają jak największą zawartość dóbr naturalnych właśnie. Czy można zaufać marce tak komercyjnej jak Garnier, że stworzyła coś, co bez wahania można nazwać kosmetykiem w 98% naturalnym? Czy to tylko aspiracje, a hasło ma robić za wabik dla naszych oczu? No i co zdziałał ten kosmetyk na moich włosach? Wszystko opisane w poście.


1 komentarz:

22:58

THE ORDINARY - AHA 30% + BHA 2% PEELING SOLUTION I LACTIC ACIC 5% + HA - RECENZJA

THE ORDINARY - AHA 30% + BHA 2% PEELING SOLUTION I LACTIC ACIC 5% + HA - RECENZJA

...czyli peelingi kwasowe od Deciem.


Pewien czas temu, napisałam dla Was recenzję dwóch produktów przeciwzmarszczkowych z peptydami od The Ordinary. Dziś chciałabym Wam przedstawić kolejne dwa preparaty od tego samego producenta - tym razem będą to dwa peelingi kwasowe, a właściwie jeden peeling i jedno serum.
Mój zachwyt tą marką trwa, nie mogę się doczekać aż zamówię i będę testować kolejne produkty! 
Zapraszam do lektury dzisiejszej recenzji.


THE ORDINARY- AHA 30% + BHA 2 % PEELING SOLUTION

Peeling kwasowy do twarzy

Pojemność: 30ml
Cena: 34 zł



Skład: Glycolic Acid (kwas glikolowy), Aqua (Water) (woda), Arginine (humektant), Propanediol (rozpuszczalnik, nośnik substancji aktywnych), Cocamidopropyl Dimethylamine (emulgator), Triethanolamine (regulator pH), Salicylic Acid (kwas salicylowy), Aminomethyl Propanol (stabilizator pH), Lactic Acid (kwas mlekowy), Tartaric Acid (kwas winowy), Citric Acid (kwas cytynowy), Panthenol (humektant, łagodzi podrażnienia), Sodium Hyaluronate Crosspolymer (humektant), Tasmannia Lanceolata Fruit/Leaf Extract (wyciąg z jagód pieprzu tasmańskiego, łagodzi podrażnienia, wycisza skórę), Daucus Carota Sativa Extract (wyciąg z korzenia marchwii, antyoksydant), Glycerin (humektant), Pentylene Glycol (humektant), Polysorbate 20 (emulgator), Trisodium Ethylenediamine Disuccinate (chelator), Ethylhexylglycerin (humektant, konserwant), 1,2-Hexanediol (konserwant), Caprylyl Glycol (emolint tłusty).

Peeling z 30% kwasów AHA i dodatkiem 2% kwasu salicylowego to chyba najbardziej charakterystyczny produkt od The Ordinary. Ja również, zanim dowiedziałam się więcej o marce i poznałam jej inne produkty, kojarzyłam ją z 'tym krwistym serum do twarzy".
Ponieważ moja skóra wymaga systematycznego stosowania kwasów w pielęgnacji, tego preparatu, nie mogło zabraknąć w moim pierwszym zamówieniu!

Jest to typowy peeling kwasowy, który trzymamy na twarzy do 10 min, a następnie dokładnie zmywamy ze skóry wodą.

Produkt ma krwistoczerwony kolor, stosunkowo gęstą, wodno - żelową konsystencję, a ukryty jest w klasycznej szklanej butelce z pipetką i białym kartoniku.

Działanie:

Moje pierwsze podejścia do produktu były ostrożne i trzymałam go na twarzy ok 5 minut. Jeśli czytacie nas już od jakiegoś czasu, to wiecie, że moja cera jest mocno wrażliwa i reaktywna, niektóre pozornie łagodne i hipoalergiczne produkty potrafią spowodować mocne pieczenie i rumień. Stopniowo wydłużałam czas trzymania peelingu na twarzy do 10 minut (tego czasu nigdy nie przekroczyłam) i... żadne nieprzyjemne objawy nie pojawiły się!
Nigdy ten preparat nie podrażnił mojej skóry. Za każdym razem była ona niesamowicie gładka, oczyszczona, miękka, a pory niewidoczne. Niedoskonałości goją się szybciej i nie pozostawiają po sobie brzydkich śladów. Spełnia wszystkie obietnice producenta! Głębokie oczyszczenie bez podrażnień!

Osobiście używam go maksymalnie raz w tygodniu, myślę, że 2 zabiegi w tygodniu również powinny być bezpieczne i skuteczne.

Podczas kuracji, nie zapominajcie o filtrach przeciwsłonecznych! 




THE ORDINARY- LACTIC ACID 5 % + HA 

Delikatny peeling z kwasem mlekowym i kwasem hialuronowym 

Pojemność: 30ml
Cena: 29 zł


Skład: Aqua (Water) (woda), Lactic Acid (kwas mlekowy), Glycerin (humektant), Pentylene Glycol (humektant), Propanediol (rozpuszczalnik, nośnik substancji aktywnych), Sodium Hyaluronate Crosspolymer (humektant), Tasmannia Lanceolata Fruit/Leaf Extract (wyciąg z jagód pieprzu tasmańskiego, łagodzi podrażnienia, wycisza skórę), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Isoceteth-20 (detergent, emulgator), Trisodium Ethylenediamine Disuccinate (chelator), Sodium Hydroxide (regulator pH), Ethylhexylglycerin (humektnat, konserwant), 1,2-Hexanediol (konserwant), Caprylyl Glycol (emolient).

Produkt jest bardzo delikatnym serum kwasowym, którego można używać nawet codziennie. Ekstrakt z pieprzu tasmańskiego zapobiega podrażnieniom, a kwas hialuronowy nawilża skórę.

Preparat znajduje się w klasycznej, szklanej butelce z pipetką. Ma delikatnie żółty kolor. Serum jest bardzo rzadkie, ma wodnistą konsystencję, dzięki czemu jest bardzo wydajne, bo na posmarowanie całej twarzy i szyi wystarczy kilka kropli produktu.

Serum należy nakładać na suchą, oczyszczoną twarz i pozostawić do wchłonięcia. Nie zmywamy go. Jeśli potrzebujecie użyć również kremu/oleju, poczekajcie minimum 20 minut z nakładaniem, aby kwasy miały szansę zadziałać. Aby działały one skutecznie, musi być zachowane odpowiednie pH, nałożenie kolejnego produktu - zaburzy je. 

Oczywiście produkt stosujemy jedynie na noc, a w dzień stosujemy kremy z filtrem!

Działanie:

Serum kwasowe delikatnie, aczkolwiek niesamowicie skutecznie - złuszcza martwy naskórek. Skóra jest oczyszczona, a na dodatek nawilżona! Nawet codzienne stosowanie nie powoduje podrażnień oraz widocznego łuszczenia, cera jest supergładka i miękka. Pory są oczyszczone i zwężone, a przebarwienia i zaskórniki - stopniowo znikają. Czego można chcieć więcej?
Nawet w przypadku, gdy nie po jego użyciu nie nałożę już żadnego kremu, ani oleju i pójdę spać, a rano - cera jest nawilżona! Zero ściągniętej i suchej skóry.




Używacie produktów z kwasami w codziennej pielęgnacji? Znacie kosmetyki The Ordinary?
Dajcie znać co polecacie :)

G.

1 komentarz:

16:15

NOWA POLSKA MARKA: NUTKA - SZAMPON ODŻYWIAJĄCY I NAWILŻAJĄCY, PIWONIA I MIGDAŁ, DO WŁOSÓW DELIKATNYCH, ŁAMLIWYCH I CIENKICH

NOWA POLSKA MARKA: NUTKA - SZAMPON ODŻYWIAJĄCY I NAWILŻAJĄCY, PIWONIA I MIGDAŁ, DO WŁOSÓW DELIKATNYCH, ŁAMLIWYCH I CIENKICH

...czyli mycie włosów z nową polską marką.


Tak jak obiecałyśmy w poprzednim poście, dzisiaj przyszedł czas na kolejną recenzją kosmetyku od firmy Nutka i tym razem, będzie można przeczytać o doświadczeniach stosowania szamponu, który przeznaczony jest potencjalnie do włosów delikatnych, łamliwych i cienkich, czyli dokładnie takich, jakie posiadam ja, Pola. Niestety, natura nie obdarzyła mnie w tej kwestii dobrym materiałem genetycznym. Szybka utrata objętości, włosy "przyklejone" do głowy, wiotkie, cienkie bez objętości... Czy ten temat jest Wam bliski? Jak najbardziej zgadzam się z często powtarzanym stwierdzeniem, że szampon powinien myć, a nie robić za produkt 10 w 1,bo jeśli czytając listę obietnic producenta, zaczynam podejrzewać, że zaraz dowiem się, że dany szampon pozmywa i wstawi mi pranie, to ja nie wiem, czy w ogóle chcę go testowań, natomiast, w przypadku moich włosów, ja po prostu muszę wymagać od szamponu by był czymś więcej, niż zwykłym "rypaczem - oczyszczaczem", bo inaczej moje włosy zaczynają przypominać skołtuniony filc. Dlatego bardzo liczyłam też, że producent spełni swoje obietnice i faktycznie będzie to produkt nawilżający i odżywiający włosy. Jak było w praktyce?


3 komentarze:

15:30

NOWA POLSKA MARKA: NUTKA - EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ: PIWONIA I SŁODKI MIGDAŁ - RECENZJA

NOWA POLSKA MARKA: NUTKA - EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ: PIWONIA I SŁODKI MIGDAŁ - RECENZJA

...czyli testujemy nowość. O tym jak sprawdzają się i jakie mają składy kosmetyki nowej polskiej marki Nutka i czy faktycznie jest ona naturalnie polska?


Być może jeszcze nie spotkaliście się z tą nową marką i jeśli tak jest, to absolutnie nie ma w tym nic dziwnego, bo istnieje ona na rynku dopiero od około trzech miesięcy. My same wiemy o istnieniu kosmetyków Nutka od około dwóch. Nazwa sugeruje polskiego producenta i w istocie, jest to nasza, rodzima firma, zatem jak się domyślacie, nie mogłyśmy odmówić sobie przetestowania jej produktów. Dzisiaj zapraszamy Was na przeczytanie opinii Gosi, która podsumowała, jak sprawdziła się u niej emulsja do higieny intymnej - kosmetyk często pomijany w recenzjach, a jakże podstawowy i ważny w codziennym życiu każdej kobiety.



2 komentarze:

06:46

VIANEK REWITALIZUJĄCY - TONIK I PŁYN MICELARNY - PODWÓJNA RECENZJA DWÓCH PRODUKTÓW

VIANEK REWITALIZUJĄCY - TONIK I PŁYN MICELARNY - PODWÓJNA RECENZJA DWÓCH PRODUKTÓW

...czyli jak sprawdziły się u nas viankowe kosmetyki do twarzy z czerwonej serii.

Ofertę tej marki zapewne świetnie już znacie (a jeśli nie, to jest właśnie ku temu doskonała sposobność). Kusi ona naturalnymi składami, rozsądnymi cenami i łatwą dostępnością. Zapraszamy dzisiaj na wyjątkową recenzję, bo podwójnie podwójną - nie dość, że będzie to post, gdzie przeczytacie opinie o dwóch poniższych produktach, to jeszcze będziecie mogły dowiedzieć się, jak sprawdziły się one zarówno u Gosi, jak i Poli. 



REWITALIZUJĄCY PŁYN MICELARNY

z ekstraktem z miłorzębu japońskiego i owoców tarniny



Cena: ok. 20 zł 

TUTAJ możecie go kupić za 14,45 zł

Pojemność: 200 ml

Skład: Aqua (woda), Glycerin (humektant), Coco-glucoside (delikatny detergent), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego), Prunus Speciosa Fruit Extract (ekstrakt z owoców wiśni), Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil (olej z pestek wiesiołka), Panthenol (humektant, łagodzi podrażnienia), Tocopheryl Acetate (antyoksydant, konserwant), Cocamidopropyl Betaine (delikatny detergent), Lactic Acid (humektant), Phytic Acid (regulator pH, chelator, antyoksydant), Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (zapach).

Woda, dwa delikatne detergenty, olej z wiesiołka, dwa ekstrakty i moc nawilżaczy. Bardzo fajny skład, jak na produkt do demakijażu. 




My nie uznajemy czegoś takiego jak podział płynów micelarnych do skóry dojrzałej, czy do skóry młodej. Jeśli tego typu produkt działa i sprawdza się u nas, to nie ma znaczenia, jakiemu przedziałowi wiekowemu kosmetyk dedykowany jest, według producenta. To już chyba trochę nadużycie, żeby płyny micelarne były sugerowane dla grup wiekowych... Nie uważacie? My, autorki bloga, mając lat dwadzieścia siedem, jeśli znajdujemy płyn micelarny, który nas zachwyca, bez żadnych "ale" polecamy je swoim mamom.

Pola: Lubiłam ten płyn micelarny, ale wcześniej znalazłam już swój tzw. "holly grail" i ten go nie zdetronizował. Niemniej, ma u mnie zaszczytne trzecie miejsce na podium! Zatem, to też nie tak, że mam mu wiele do zarzucenia. Bardzo skutecznie i szybko rozpuszczał makijaż całej twarzy, nie powodując przy tym uczucia dyskomfortu; nie szczypał mnie w oczy, nie ściągał skóry. Nie mogę wytknąć mu żadnych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że posiada delikatne właściwości nawilżające, natomiast to taki miły dodatek, zawsze dobrze widziany, choć ja też od płynu micelarnego takich funkcji nie wymagam. Wymagam, by nie wysuszał, ale realne nawilżenie skóry zostawiam oczywiście innym produktom. Jest to dla mnie kosmetyk więcej niż poprawny, ale dwa oczka niżej niż mój absolutny hit, który kupuję masowo i nieustannie, "denkując" buteleczkę za buteleczką. Na pewno przeczytacie o nim w jednym z naszych kolejnych postów. 

Gosia: Rzadko zgadzam się z Polą tak bardzo, jak w przypadku opinii na temat tego właśnie produktu. Płyn doskonale domywa każdy makijaż, nie szczypie w oczy, nie podrażnia, nie uczula, nie przesusza i nie ściąga skóry. Ciężko ocenić mi jego ewentualne właściwości nawilżające, ponieważ zawsze zmywam z twarzy płyny micelarne. Czego chcieć więcej? Preparat doskonale spełnia swoją rolę, minusów brak. Co prawda, również mam inny absolutny numer jeden, to jestem pewna, że sięgnę po niego jeszcze nie raz, choć obecnie kończę już trzecią butelkę produktu. Mogę go polecić każdemu z czystym sumieniem.





REWITALIZUJĄCY TONIK DO TWARZY 

z ekstraktem z koniczyny czerwonej



Cena: ok. 20 zł
Pojemność: 150 ml

Skład: Aqua (woda), Glycerin (humektant), Trifolium Pratense (Red Clover) Extract (ekstrakt z koniczyny czerwonej), Panthenol (humektant, łagodzi podrażnienia), Propanediol (nośnik subtancji aktywnych, humektant), Cocamidopropyl Betaine (delikatny detergent), Coco-glucoside (delikatny detergent), Sodium Hyaluronate (humektant), Squalane (emolient), Lactic Acid (humektant, zmiękcza naskórek), Phytic Acid (regulator pH, chelator, antyoksydant), Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (zapach).

Co tu mamy? Woda, substancje nawilżające, dwie delikatne substancje myjące (Kurde, po co prawie każdy producent ładuje je do toniku? To nie płyn micelarny! Detergenty powinniśmy zmywać z twarzy, a tonik na niej zostaje), dwa kwasy, które w takim stężeniu działają nawilżająco, mój ukochany skwalan oraz konserwanty.

Nie mam nic do zarzucenia (poza tymi substancjami powierzchniowo czynnymi, ale ze świecą szukać toniku bez nich), masa nawilżaczy, ma prawo działać i cudownie nawilżać skórę!



Pola: Właśnie wylewam na wacik ostatnie porcje tego produktu i już wiem, że będzie mi go brakowało, podczas mojej wieczornej pielęgnacji twarzy. Obecnie stosuję dwa toniki marki Vianek - nawilżający, który stoi na mojej toaletce i przygotowuje moją skórę twarzy na krem na dzień oraz, oczywiście ten. Dlaczego tak, że nawilżający dostał szansę wykazania się rano, a ten na noc? Nawilżający ma dyfuzor typu spray, więc po pierwsze z czystej wygody. Rano chcę szybciej przejść przez proces pielęgnacji. Kolejny powód jest taki, że wszystkie kosmetyki, które stosuje rano, są nawilżające lub kojące, natomiast przed snem stawiam na regeneracje, odżywienie i produkty dostosowane do mojego typu cery - cery naczynkowej. Przechodząc do konkretów, czyli działania, to jest to kosmetyk dający bardzo przyjemne uczucie natychmiastowego odświeżenia i ukojenia. Dodatkowo, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoim zauważalnym działaniem nawilżającym. Jest bardziej bogaty niż inne toniki, które zazwyczaj mam okazję stosować. Przede wszystkim w działaniu, bo nadal jest to forma "wodnista" i płynna, natomiast w kontakcie ze skórą odnosi się inne wrażenie, że jego formuła jest bardziej skondensowana, niż takie typowe toniki typu "jak woda". Stąd polecam go właśnie do stosowania na noc. Jest też jednym z najbardziej wydajnych kosmetyków tego typu. Bardzo przypadł mi do gustu jego specyficzny zapach, którego niestety nie umiem Wam opisać. Czy oszalałam na jego punkcie? Prawie, ale daje mu mocne 5/6. Do sprawienia, że miałabym ochotę używać już nieustannie i już tylko i wyłącznie jego, brakuje mi "tego czegoś", czegoś co sprawiło, że okrzyknęłabym go wyjątkowym. Nie wykluczam jednak, że wrócę do niego, bo to naprawdę, według mnie, dobry produkt. 

Gosia: W przeciwieństwie do Poli, stosowałam ten produkt inaczej, ponieważ bez użycia wacika. Nauczyłam się tego, podczas stosowania hibiskusowego toniku Sylveco, który miał żelową konsystencję i najlepiej się sprawdzał właśnie wklepywany w twarz. Od tamtej pory, wszystkie toniki, które nie mają atomizera, stosuję w ten sposób - nalewam odrobinę w zagłębienie dłoni i wklepuję w twarz. Pozwala to oszczędzać produkt (nie zostaje on w waciku) oraz chronić środowisko (zmniejszamy zużycie wacików oraz wytwarzamy mniej odpadów). Tonik stosowałam zarówno rano i wieczorem, naprzemiennie z innymi produktami (tak, w tej chwili mam w użyciu 4 toniki...z czego nie jestem dumna).

Produkt faktycznie ma troszkę inną konsystencję niż większość produktów, jest taki jakby odrobinę olejowy? Myślę, że zawdzięcza to zawartości skwalanu w składzie. Szczerze mówiąc, nie zauważyłam znacznego działania nawilżającego produktu, ale szczerze mówiąc też tego nie oczekuję. Tonik służy mi do regulacji pH, wymagam aby nie podrażniał, fajnie jeśli wykazuje przy tym działanie kojące - Vianek mi tego dostarczył, więc jestem zadowolona.  Wracając do właściwości nawilżających, kilkukrotnie stosowałam go w azjatyckiej metodzie 7 skin, która polega na mniej więcej siedmiokrotnym wklepywaniu toniku w twarz. Metoda ta, ma zapewnić skórze nawodnienie, lekko ją rozpulchnić i jeszcze lepiej przygotować na serum i krem. W przypadku takiego stosowania, po nałożeniu ok. 7 warstw toniku, widziałam 'efekt wow'! Supermiękka, niesamowicie nawilżona i rozświetlona cera! Polecam spróbować.




Jeśli stosowałyście któryś z tych kosmetyków, koniecznie napiszcie w komentarzach, jakie jest Wasze zdanie na jego temat?

Czy według Was jest to firma pełna dobrych niespodzianek, czy przereklamowana seria "średniaków"? Podzielcie się swoją opinią.

P. & G.

6 komentarzy:

23:11

JAK SPAKOWAĆ SIĘ NA WAKACJE? KOSMETYCZKA WYJAZDOWA W LATO: TYLKO RZECZY, KTÓRE BĘDĄ PRZYDATNE (BEZ ZBĘDNEGO BAGAŻU!)

JAK SPAKOWAĆ SIĘ NA WAKACJE? KOSMETYCZKA WYJAZDOWA W LATO: TYLKO RZECZY, KTÓRE BĘDĄ PRZYDATNE (BEZ ZBĘDNEGO BAGAŻU!)

...czyli co wziąć ze sobą na wyjazd wiosną i latem i jak nie brać za dużo.


Jakiś czas temu, sama będąc w trakcie wyjazdu, zapytałam Was na Instagramie, czy warto, by pojawił się tutaj tego typu post. 100% zgodności na "TAK" i dużo osób, które kliknęły w ankiecie, dało mi jasno do zrozumienia, że się przyda. Zatem przychodzę dzisiaj do Was z konkretami. Krok po kroku, podzielę się z Wami radami i listą rzeczy, które przydadzą się Wam przed i podczas dłuższego odpoczynku poza domem. Przychodzę również z moim uniwersalnym niezbędnikiem, który może uratować Wasz wyjazd w mniejszej i większej niedyspozycji. Dodatkowo ma być oczywiście lekko, mało, tylko to, co faktycznie się przyda, bez zbędnego balastu. To co? 3..2..1.. Zaczynamy pakowanie!

5 komentarzy:

14:11

RECENZJA - SWISS PURE - WATER SUN GEL - SPF 35

RECENZJA - SWISS PURE - WATER SUN GEL - SPF 35

...czyli żelowy krem z filtrem z Korei.

Nie da się ukryć, że sezon 'filtrowy' w pełni. Myślę, że o tej porze roku, nawet Ci z Was, którzy nie używają filtrów przeciwsłonecznych przez cały rok, decydują się na ochronę twarzy przed promieniowaniem. Jeśli kiedykolwiek używaliście kremów z filtrem, wiecie na pewno, że największą zmorą jest ich ciężka, tłusta konsystencja i bielenie. Kolejną trudną kwestią, przynajmniej dla nas - osób zwracających dużą uwagę na składy kosmetyków, jest zaakceptowanie faktu, że filtr z idealnym składem po prostu nie istnieje.

Podczas buszowania po sklepie internetowym Kontigo podczas jednej z dużych promocji, trafiłam na produkt, nie znanej mi wcześniej marki Swiss Pure. Water Sun Gel - czyżby ktoś stworzył preparat przeciwsłoneczny o faktycznie lekkiej, żelowej konsystencji na bazie wody? Wiecie, że nie mogłam sobie go odpuścić!



Cena: ok. 65 zł, warto polować na promocje

Skład: Water, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Water, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, Butylene Glycol, Ethylhexyl Salicylate, Behenyl Salicylate, Behenyl Alcohol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butyloctyl Salicytate, Pentylene Glycol, Benzotriazolyl Dodecyl P-Cresol, Carbomer, Caprylyl Glycol, Tromethamine, Panthenol, Gellan Gum, Fragnance (Parfum), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Dehydroxabthan Gum, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Cananga Odorata Flower Oil,  Ethylhexylglcerin, Rosa Damascena Flower Oil, Ceramide 3, Phytosphingosine, Epilobium Fleischeri Extract, Disodium Cocoamphodiacetate, Scutellaria Alpina Flower/Leaf/Stem Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extrct, Citric Acid, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Sodium Hyaluronate, PVP, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Metabisulfite, Pantolactone.


Nie porwę się na analizę składu, ponieważ filtry przeciwsłoneczne to bardzo skomplikowane i złożone substancje chemiczne, które wzajemnie reagują między sobą, co wpływa na ich stabilność, a ja nie czuję się kompetentna w tej kwestii.

Mogę tylko zauważyć, że produkt posiada wiele cennych ekstraktów roślinnych, substancje nawilżające i okluzyjne.
Jednym ze składników jest  Ethylhexyl Methoxycinnamate, (kontrowersyjny) filtr chemiczny, znany również jako Parsol 1789, uznawany za mocno niestabilny, jednak towarzystwo innych filtrów w składzie, stabilizuje go i czyni jednym ze skuteczniejszych. Jest również filtrem tzw. przenikającym. Dla zdrowego człowieka jest to niegroźne, unikałabym go jednak w ciąży i podczas laktacji, ponieważ po przeniknięciu do krwioobiegu "może zachowywać się jak hormon". Mimo wszystko zalecam dystans i zdrowy rozsądek :)


Produkt znajduje się w butelce z bardzo twardego plastiku, o pojemności 80 ml (bardzo wygodna pojemność w podróży, szczególnie w przypadku konieczności lotu jedynie z bagażem podręcznym). Zwiedził ze mną już niezły kawałek świata, a opakowanie nadal wygląda jak nowe :)

Jak widać na zdjęciu poniżej, preparat ma dość dziwną konsystencję - żelowej zawiesiny. W przezroczystej bazie, znajduje się wiele mikroskopijnych, białych drobinek, które znikają podczas nakładania go na twarz. Konsystencja jest naprawdę ultralekka i szybko się wchłania, nie pozostawiając wcale tłustego filmu, w zasadzie to nie czuć go wcale na skórze, no może gdy przesadzi się z ilością to zostawia lekko lepką warstewkę, która jest świetną bazą pod makijaż (przynajmniej mineralny). Pierwszy raz zauważyłam również pielęgnujące walory w produkcie przeciwsłonecznym - faktycznie nawilża skórę!


Krem (a w zasadzie żel) testowałam w różnych warunkach. Zarówno w mieście, podczas normalnego dnia pracy jak i podczas urlopu w ciepłym kraju.

Przyznaję, że podczas plażowania stosowałam krem z filtrem SPF 50 od Avene, o którym pisałam rok temu, ponieważ wartość filtra SPF 35, uznałam za niedostateczną ochronę w południowym słońcu.



No to nie przedłużając, jak się w końcu sprawdził?

Jest to najlepszy "krem" z filtrem do twarzy jakiego używałam kiedykolwiek!

Żelowa, ultradelikatna konsystencja, która doskonale się wchłania, nie pozostawiając ciężkiej warstwy na twarzy. Produkt absolutnie nie obciąża cery, nie zapycha, nie powoduje wysypu.

Świetnie spaja się z makijażem, a twarz jest nawilżona i jędrna.

Zero podrażnień, zaróżowień, pieczenia itp., a przypominam, że mam niestety mocno reaktywną skórę, skłonną do alergii.

No i najważniejsza kwestia - jak z ochroną? Ciężko mi ocenić skuteczność działania filtru podczas codziennego życia w mieście, jednak podczas wakacji spisał się doskonale. Tak jak pisałam wcześniej, podczas plażowania w Grecji, nie używałam tego produktu, ponieważ bałam się, że ochrona na poziomie SPF 35 będzie niedostateczna, jednak podczas popołudniowych spacerów - wypadł super. Chronił skórę przed fotostarzeniem i oparzeniem słonecznym, a jednocześnie świetnie współgrał z makijażem.

Podczas słonecznych (i nie tylko) dni w Polsce, czy np. w Anglii również go stosowałam w dni, kiedy wiele godzin spędzałam na powietrzu i nigdy nie doszło do nawet najmniejszego poparzenia czy rumienia.

Z czystym sumieniem mogę polecić go każdemu, a szczególnie posiadaczom cery tłustej i mieszanej, którzy pewnie okrutnie się męczą (tak jak ja) z ciężkimi konsystencjami innych produktów.

Powiedzcie szczerze - używacie filtrów do twarzy? Ciekawa jestem jak to u Was wygląda - zarówno podczas plażowania, jak i zwykłego dnia pracy.
Znacie może jakieś inne produkty o żelowej konsystencji? Jaki jest Wasz ulubiony filtr? 
G.

2 komentarze:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger