Popularne posty

07:03

LA FARE - PEELING FACE MASK - RECENZJA MASECZKI Z MARCHEWKĄ

LA FARE - PEELING FACE MASK - RECENZJA MASECZKI Z MARCHEWKĄ

...czyli moc natury prosto z Prowansji.

La Fare to francuska marka kosmetyków naturalnych.  Swoje produkty wytwarzają w pięknej Prowansji, a wszystkie składniki roślinne pochodzą z kontrolowanych, ekologicznych upraw. Firma charakteryzuje się wysokim poszanowaniem dla środowiska naturalnego i korzystaniem z jego dobrodziejstw. 

Kosmetyki La Fare posiadają certyfikaty ECOCERT oraz COSMEBIO.


Maseczka dotarła do mnie przepięknie zapakowana.





Cena: ok 50 zł 

Skład: Aqua (woda), Kaolin (biała glinka kaolin), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z liści aloesu - z ekologicznych upraw), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (humektant), Bentonite (glinka bentonitowa), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil (olej sezamowy z upraw ekologicznych), Alcohol (etanol - konserwant), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil (olej jojoba z ekologicznych upraw), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea z ekologicznych upraw), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia z ekologicznych upraw), Squalane (skwalan - emolient), Sodium Cetearyl Sulfate (substancja myjąca), Olea Europaea (Olive) Leaf Extract (ekstrakt z liści oliwek z ekologicznych upraw), Benzyl Alcohol (rozpuszczalnik, zapach), Glyceryl Captylate (emolient), Parfum (Fragrance) (zapach), Daucus Carota Sativa Root Powder (sproszkowany korzeń marchwii), Tocopherol (witamina E, konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z chińskiej herbaty z ekologicznych upraw), Quartz (kwarc), Leontopodium Alpinum Extract (ekstrakt z szarotki alpejskiej z ekologicznych upraw), Cedrus Atlantica Bark Oil (olej z kory cedru atlaskiego z ekologicznych upraw), Citrus Limon Peel Oil (olejek ze skórki cytryny z ekologicznych upraw), Cymbopognon Martini Oil (olejek z palczatki imbirowej - palmarozowy z ekologicznych upraw), Olea Europaea (Olive) Fruit Unsaponifiables (niezmydlona frakcja oleju z oliwek z ekologicznych upraw), Linalool (zapach).


Bazą maseczki są biała glinka i sok z aloesu. Jest ona bardzo bogata w emolienty - zawiera masło shea, olej sezamowy, jojoba i makadamia. Poza tym, znajdziemy też szereg wartościowych ekstraktów tj. z chińskiej herbaty, szarotki alpejskiej, marchewki.
Za peelingujące właściwości odpowiada olejek ze skórki cytryny.



Maseczka znajduje się w porządnym słoiku z grubego szkła. Pachnie delikatnie, ma konsystencję bardzo gęstego kremu, przypomina wręcz pastę.


W dzisiejszych, zabieganych czasach, bardzo cenię sobie produkty wielofunkcyjne, które pomagają mi zaoszczędzić czas.

Wieloetapowy twarzing, powinien składać się minimum z peelingu, maski oczyszczającej i maski nawilżającej. Każdy z etapów trwa od kilku, do nawet kilkudziesięciu minut... Czy możliwe jest aby zastąpić to jednym produktem?

TAK!

Przyznaję, że podchodziłam do tego produktu z dystansem, ponieważ już wielokrotnie doświadczyłam, że gdy coś jest 'do wszystkiego', okazuje się być 'do niczego'.

Ten produkt zdecydowanie jest wyjątkiem od tej reguły! 10-15 minut z jednym produktem na twarzy, potrafi sprawić, że jest ona jednocześnie oczyszczona i odżywiona, a martwy naskórek usunięty. Brzmi jak magia, prawda?

Dzięki zawartości białej glinki Kaolin absorbuje sebum i zwęża pory, a jednocześnie łagodzi podrażnienia i koi. Aloes działa antyseptycznie, łagodzącą, przyśpiesza regenerację i gojenie się skóry. Olej makadamia i masło shea działają odżywczo, ochronnie, dbają o płaszcz lipidowy skóry. Ekstrakt z marchwi jest bardzo silnym antyoksydantem. Olejek ze skórki cytryny działa keratolitycznie, oczyszcza cerę z martwego naskórka i sprawia, że jest ona niesamowicie gładka. Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione!

Po zastosowaniu maseczki, skóra jest rozświetlona, gładka, oczyszczona, a jednocześnie nawilżona i jędrna. Zostawia na skórze "tłustawy" film, nie trzeba używać już po niej kremu, nie bójcie się jednak, że zapcha to Waszą cerę - moja skóra jest mocno kapryśna i niewiele jej potrzeba, aby wystąpił wysyp nieprzyjaciół. W przypadku stosowania tej maseczki - nic takiego nie miało miejsca.


Ta maska oraz inne kosmetyki La Fare dostępne są m.in w wybranych aptekach Ziko.

Spotkaliście się już z kosmetykami tej francuskiej marki? Niebawem recenzja kolejnego produktu. Bądźcie czujni!

G.

1 komentarz:

14:32

VIANEK NAWILŻAJĄCY TONIK DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA (SERIA NIEBIESKA) - RECENZJA

VIANEK NAWILŻAJĄCY TONIK DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA (SERIA NIEBIESKA) - RECENZJA
Vianek zapewne już znacie, zapewne przynajmniej słyszeliście o niej. Na tym blogu znajdziecie wiele recenzji produktów tej marki. Czas na kolejną. To co dowiecie się z tego postu o tym kosmetyku, warto wiedzieć zarówno przed, jak i po jego zakupie. Przechodzimy do sedna. Wskakujcie w post i sprawdźcie jak sprawdził się u mnie nawilżający tonik Vianek i dlaczego o mało nie wrzuciłabym go do kategorii "buble". 

2 komentarze:

07:33

LUSH COSMETICS - MASK OF MAGNAMINTY, OATFIX, TEA TREE WATER - RECENZJA

LUSH COSMETICS - MASK OF MAGNAMINTY, OATFIX, TEA TREE WATER - RECENZJA

...czyli co warto przywieźć z wakacji.


Produkty Lush, to w naszym kraju wciąż towar luksusowy, ze względu na brak dostępności. Sklepy firmowe tej brytyjskiej marki możemy znaleźć w większości europejskich krajów, niestety (nie wiedzieć czemu), wciąż nie zawędrowały nad Wisłę.
Podczas czerwcowego wypadu do Londynu, nie mogłam przegapić wizyty w najsłynniejszym sklepie Lush - na Oxford Street. Jest to flagowy salon marki, który wygląda jak sklep z cukierkami!

Kosmetyki Lush charakteryzują się naturalnymi składami, są wegetariańskie, ręcznie robione, nie testowane na zwierzętach, a surowce kosmetyczne pozyskiwane są jedynie ze źródeł fair trade.



Z Londynu przywiozłam 3 kosmetyki - maseczki Mask of Magnaminty i Oatfix oraz tonik Tea Tree water. 

Mask of Magnaminty (self - preserving)


Cena: £7.95, czyli ok 37 zł
Pojemność: 125 g
Skład: Honey (miód), Kaolin (glinka biała), Bentone gel (zagęstnik), Talc (absorbent), Glycerine (humektant), Organic Ground Aduki Beans (mączka z  fasoli Aduki), Evening Primrose Seeds (nasiona wiesiołka), Peppermint Oil (olejek z mięty pieprzowej), Tagetes Oil (olejek z aksamitki), Vanilla  Absolute (absolut waniliowy), Limonene (zapach), Perfume (zapach), Chlorophyllin (zielony barwnik)

Biała glinka, olejki eteryczne, mielone nasiona w miodowej bazie...



Maseczka ma zielony kolor i konsystencję gęstego kremu - jednak nie jest to idealnie gładka masa, znajdziemy w niej zmieloną fasolę Aduki czy zmielone nasiona wiesiołka . Pachnie miętą z lekką domieszką wanilii.

Jej termin przydatności to 4 miesiące od produkcji (nie musimy jej trzymać w lodówce) - spokojnie wykorzystacie tą pojemność w dużo krótszym czasie.

Podczas aplikacji maski czuć odświeżenie i chłodzenie - wspaniałe uczucie podczas gorących, letnich wieczorów. Wg producenta, powinniśmy ją zmyć z twarzy po 5-10 minutach, ja zostawiam ją nawet na 20 minut, wtedy działa najlepiej. Nie zasycha, łatwo się zmywa ze skóry.

Po użyciu skóra jest czysta, świeża, niesamowicie gładka, a pory zwężone. Niedoskonałości goją się zdecydowanie szybciej. Łagodzi zaczerwienienia i pozostawia buzię pięknie pachnącą. Już po jednym użyciu wydziela mniej sebum, a skóra jest dłużej matowa.


Mask of Magnaminty
ląduje w moich ulubieńcach, na pewno kupię ją jeszcze nie raz.



Oatfix


Cena: £8.50, czyli ok 40 zł
Pojemność: 75 g
Skład: Glycerine (humektant), Fine Oatmeal (pełnoziarniste płatki owsiane), Fresh Organic Fair Trade Banana (świeży organiczny banan), Water (Aqua) (woda), Ground Almonds (mączka migdałowa), Organic Illipe Butter (organiczne masło Illite), Kaolin (biała glinka), Talc (absorbent), Vanilla Absolute (absolut waniliowy), Sandalwood Oil (olejek z drzewa sandałowego), Benzoin Resinoid (kondycjoner, działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, antyoksydant),  Coumarin (zapach), Benzyl Cinnamate (zapach), Linalool (zapach), Perfume (zapach), Gardenia Extract (wyciąg z gardenii - naturalny zapach i barwnik)

Bazą maseczki są płatki owsiane, banan, mączka migdałowa i masło Illipe.



Jak widać na zdjęciu, maseczka ma beżowy kolor i konsystencję bardzo gęstej pasty. Ta pasta jest dość grubo mielona i ma w sobie wiele sporych drobin, które jednak są miękkie i świetnie się sprawdzą do delikatnego peelingu. Produkt pachnie owsianym ciasteczkiem,  ciężko powstrzymać się przed zjedzeniem go podczas użycia - serio!

Oatfix jest tak zwaną maską "świeżą", jej termin ważności to jedynie 4 tygodnie i przez ten czas trzeba ją trzymać w lodówce.

W przypadku tej maseczki, producent również zaleca zmycie jej po 5-10 minutach, a ja trzymam ją na skórze znacznie dłużej. Nakładanie jej na twarz jest dość trudne ze względu na tą bardzo gęstą konsystencję. Zbija się w grudki, nałożenie jej równomierną warstwą jest właściwie niemożliwe. Jednakże to właśnie podczas gimnastyki z rozprowadzeniem produktu, wykonujemy nim delikatny peeling. Myślę, że to fajne rozwiązanie dla super wrażliwych cer, które podrażnia każdy, nawet najdelikatniejszy peeling mechaniczny lub enzymatyczny.

Po zmyciu maseczki, skóra jest bardzo gładka i pokryta mocno wyczuwalnym, tłustym filmem. Z obawy przed zapchaniem i wypryszczeniem, zmywam go delikatnym żelem.
Po jego zastosowaniu znika jakikolwiek terapeutyczny efekt zastosowanej maseczki.
Cera nie jest specjalnie nawilżona, właściwie nie widać żadnej różnicy w porównaniu ze stanem skóry przed aplikacją maseczki. Jedyny jej efekt to właśnie ta tłusta warstewka. 

Trochę mało jak na 40 zł za 75 g maseczki, którą trzeba zużyć w miesiąc.

Ta maseczka to wielkie rozczarowanie :( Czytałam tak wiele pozytywnych recenzji przed zakupem, że byłam pewna, że będzie to hit.


Tea Tree Water


Cena: £5.95, czyli ok 28 zł
Pojemność: 100g
Skład: Tea Tree Water (hydrolat z drzewa herbacianego), Grapefruit Water (hydrolat grejpfrutowy), Juniperberry Water (hydrolat z owoców jałowca), Limonene (zapach), Perfume (zapach), Methylparaben (konserwant)

Trzy hydrolaty, dwie substancje zapachowe i jeden konserwant.


Tonik jest przezroczysty, ma bardzo lekką, wodnistą konsystencję i pachnie olejkiem z drzewa herbacianego.

Z recenzowanej trójki ma najdłuższy termin ważności, który wynosi 14 miesięcy, nie trzeba go trzymać w lodówce. Ukryty jest w butelce z twardego, czarnego plastiku z wygodnym atomizerem. Uwielbiam to rozwiązanie, kiedy możemy psikać tonikiem bezpośrednio na twarz.

Używam go dwa razy dziennie, zaraz po oczyszczaniu skóry twarzy. Przyśpiesza gojenie niedoskonałości, zwęża pory, reguluje wydzielanie sebum. Bazuje na trzech świetnych hydrolatach, stworzonych dla cery trądzikowej.

Cena za produkt o tak dobrym działaniu nie jest wygórowana, na pewno jeśli będę miała okazję to kupię go ponownie.


Każdy produkt marki Lush ma na sobie naklejkę z imieniem osoby, która go wykonała oraz datę produkcji i termin ważności.


Wszystkie opakowania stworzone są z plastiku poddanego recyklingowi. Producent prowadzi program lojalnościowy, zachęcający do recyklingu - jeśli przyniesiesz do sklepu Lush, 5 opakowań po produktach - dostaniesz jedną ze świeżych masek gratis.




Poniżej kilka zdjęć z tego najpiękniejszego sklepu na świecie :)










Znacie kosmetyki firmy Lush? Co polecacie kupić podczas kolejnej wizyty?
G.
6 komentarzy:

16:16

COSSI FULEREN - OLEJEK, TONIK I PEELING - NOWA MARKA KOSMETYKÓW NATURALNYCH Z SZUNGITEM

COSSI FULEREN - OLEJEK, TONIK I PEELING - NOWA MARKA KOSMETYKÓW NATURALNYCH Z SZUNGITEM

...czyli o co chodzi z tym szungitem.


Z marką Cossi Fuleren spotkałam się po raz pierwszy podczas spotkania Nature of Woman, o którym pisałam Wam TUTAJ. Jest to nowa linia produktów do pielęgnacji twarzy i ciała, która bazuje na wodzie szungitowej. Testowałam egzotyczny peeling do ciała, kojący olejek oraz Tonik kojąco-nawilżający.
Czym jest tajemniczy szungit? Jaki ma wpływ na naszą skórę?
Czy kosmetyki Cossi Fuleren to hit czy kit?
W dalszej części posta postaram się rozwiać wszystkie wątpliwości i odpowiedzieć na powyższe pytania.



Rzeczony szungit to wysokiej jakości węgiel. Jest on bardzo mocnym antyoksydantem. Niektóre źródła wspominają nawet o 1000-krotnie mocniejszym działaniu przeciwutleniającym w porównaniu do witaminy E. Charakteryzuje go również działanie przeciwzapalne, regenerujące oraz łagodzące.
Dzięki swojej budowie umożliwia absorbcję składników aktywnych wgłąb skóry. Poniżej zdjęcie szungitu.


Peeling egzotyczny





Cena: ok. 35 zł

Pojemność: 200 ml

Skład: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea), Sodium Chloride (sól kuchenna), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Orbignya Oleifera (Babassu) Nut Oil (olej babassu), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter (masło kakaowe), Parfum (zapach), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tłusty), Tocopherol (witamina E, konserwant), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Hoya Lacunosa Flower Extract (ekstrakt z kwiatu porcelanowego), Fullerene C-60 (Fulereny - cząsteczki szungitu), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzyl Salicylate (zapach), Geraniol (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach).

Peeling ma zdecydowanie emolientową bazę - masło shea, olej kokosowy, olej babassu, olej słonecznikowy i masło kakaowe. Do tego sól pełniąca rolę ścierniwa, woda szungitowa, ekstrakty, kompozycja zapachowa i konserwanty - nic, do czego mogłabym się przyczepić :) Bezpiecznie i naturalnie.


Jak widać na zdjęciach, peeling ma stałą konsystencję (myślę, że zawdzięcza to zawartości oleju kokosowego, masła shea i masła kokosowego).


Pod wpływem ciepła, po roztarciu w dłoniach, zamienia się w olejek.


Po zapoznaniu się z etykietą i rysunkiem orzecha kokosowego, spodziewałam się zapachu kokosa... Zaskoczeniem był dla mnie niesamowicie przyjemny, słodki zapach egzotycznych owoców, który zostaje na ciele jeszcze kilka godzin po kąpieli.

Peeling skrywa się w słoiku z białego plastiku.

Działanie: Zacznę od tego, że nie jest to klasyczny zdzierak, więc jeśli tego szukacie, nie jest to produkt dla Was. Jest on bardzo delikatny, jednak skuteczny.
Doskonale oczyszcza skórę i złuszcza martwy naskórek bez podrażnień. Po skończonym zabiegu, zostawia on na skórze cudowną, olejową, pachnącą warstewkę, dzięki której skóra jest nawilżona przez cały dzień, bez konieczności używania balsamu.

Podsumowując - pięknie pachnie, ma nienaganny skład i świetnie działanie. Czego chcieć więcej? Z pewnością kupię ponownie!


Olejek kojący




Cena: 35 zł

Pojemność: 100 ml

Skład: Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Citrullus Lanatus Seed Oil (olej z pestek arbuza), Crambe Abyssinica Seed Oil (olej z nasion modraka abisyńskiego), Rosa Canina Seed Oil (olej z pestek dzikiej róży), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil (olej sezamowy), Parfum (zapach), Gardenia Tahitensis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów gardenii tahitańskiej (monoi)), Tocopherol (witamina E, konserwant), Melia Azadirachta Seed Oil (olej z pestek miodli indyjskiej (neem)), Boswelia Serrata Oil (olej z kadzidłowca), Fullerene C-60 (Fulereny - cząsteczki szungitu), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzyl Salicylate (zapach), Geraniol (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach).

Skład produktu to mieszanka różnych, wartościowych olei roślinnych, szungit, substancje zapachowe oraz konserwant.



Olejek znajduje się w wygodnej butelce z atomizerem, który ułatwia aplikację. Jest on pomarańczowego koloru i ma piękny zapach. Bardzo ciężko mi opisać ten zapach. Jest odrobinę orientalny, jednak kompletnie nie jest w typie kadzidlano-sandałowych, ciężkich aromatów, jest on raczej lekki i słodki. Kojarzy mi się z latem.

Działanie: Produkt przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, jednak świetnie sprawdza się również do olejowania włosów. Szybko się wchłania, pozostawiając na skórze aksamitną, nietłustą warstwę, która zapobiega utracie wody. Skóra jest miękka, nawilżona i pachnąca.
Podczas wakacyjnego wyjazdu użyłam go również kilka razy do nocnego olejowania włosów i w tej roli sprawdził się równie dobrze. Nie odważyłam się użyć go do twarzy, z obawy przed zapychającymi właściwościami oleju kokosowego, który figuruje na drugiej pozycji w składzie.

Tonik Kojąco - Nawilżający




Cena: 19,00 zł

Pojemność: 100 ml

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna - humektant), Sodium Benzoate (konserwant), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z liści aloesu), Potassium Sorbate (konserwant), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego), Lentinus Edodes Extract (ekstrakt z grzybów Shiitake), Tremella Fuciformis (Mushroom) Extract (ekstrakt z trzęsaka morszczynowatego), Moonstone Extract (ekstrakt z kamienia księżycowego), Citric Acid (kwas cytrynowy - regulator pH), Zinc PCA (cynk), Copper PCA (miedź), Fullerene C-60 
(Fulereny - cząsteczki szungitu), Benzyl Benzoate (zapach), Geraniol (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach), Limonene (zapach).

Multum nawilżających ekstraktów, mikroelementy i antyoksydanty! Czyli wszystko to, co powinno się znaleźć w nawilżającym toniku do twarzy.
Największą zaletą tego toniku jest brak substancji powierzchniowo czynnych w składzie! Nadal nie rozumiem czemu producenci usilnie pakują detergenty do produktów, których nie zmywa się z twarzy...


Tonik znajduje się w takiej samej butelce z wygodnym atomizerem, jak olejek. Ma on wodnistą konsystencję i bardzo delikatnie słomkowy kolor. Jednak rzeczą, która najbardziej mnie oczarowała, jest jego zapach. Cała seria Cossi Fulleren pięknie pachnie, jednak ten tonik bije je wszystkie na głowę! Zapach jest świeży i delikatny, przypomina mi trochę perfumy o zapachu zielonej herbaty, których używałam jako nastolatka.

Działanie: Muszę przyznać, że to jeden z niewielu toników, których efekt jest faktycznie widoczny. Już po jednorazowym użyciu skóra jest nawilżona i świetlista, po kilku tygodniach wydaje się jędrniejsza i gładsza. Zdecydowanie można zaobserwować wzrost nawodnienia skóry, co jest dla mnie bardzo ważne, a cera jest ukojona.
Z przykrością kończę pierwsze opakowanie i zastanawiam się czy kupić dokładnie ten sam produkt, czy może postawić na inną wersję, np. łagodzącą lub anstystresową.


Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć kawałki szungitu, które znajdują się zarówno w olejku, jak i toniku.


Używaliście kiedyś kosmetyków z szungitem? Słyszeliście o właściwościach fulerenów? A może od dawna znacie i używacie produktów Cossi Fuleren?

G.
1 komentarz:

15:05

NATURA SIBERICA - NORTHERN SOAP FOR DEEP FACIAL CLEANSING CZYLI MYDŁO DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY

NATURA SIBERICA - NORTHERN SOAP FOR DEEP FACIAL CLEANSING CZYLI MYDŁO DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY

... czyli kiedy czarne mydło nie jest klasycznym czarnym mydłem.


Nawet jeśli dopiero zaczęłyście zgłębiać temat naturalnej i świadomej pielęgnacji, zapewne nie raz natknęłyście się na markę Natura Siberica. Z czego słynie? Głównie z serii rokitnikowej, co nas absolutnie nie dziwi. Jednak Natura Siberica to nie tylko słynny scrub czy szampon. Składy są zwykle bez zarzutu, a w jej ofercie znaleźć można egzemplarze wybitne, choć oczywiście nie wszystkie produkty tej firmy takie są, bo marek idealnych nie ma. Działanie tego kosmetyku zaskoczyło nas pozytywnie już od pierwszego użycia, a potem było już tylko lepiej i lepiej. Kiedy tak tonęłyśmy w zachwytach, doznałyśmy ogromnego zdumienia, bo niestety jest "ale" i to takie, którego spodziewałyśmy się najmniej.... Zapraszamy na recenzję.




Produkt zapakowany jest dodatkowo w kartonik, który oprócz właściwego produktu, zawiera jeszcze mini instrukcję obsługi oraz zapakowaną w folię gąbeczkę (swoją drogą bardzo przydatną w użytkowaniu mydła).



Takie "gąbeczki do facialu" można kupić z łatwością w każdej drogerii, a nawet supermarkecie. Znajdziecie je za ok. 3-4 zł. na dziale z artykułami kosmetycznymi. Osobiście, same posiadamy podobne w naszych łazienkach już od dawna, ponieważ pomagają one m.in. w zmywaniu opornych produktów z twarzy. Twarda kiedy jest sucha, miękka i elastyczna po zmoczeniu. Ta jest naprawdę wyjątkowo miękka i delikatna. Warto wyparzyć je od czasu do czasu, dla zabicia zarazków. Poza tym, nie ma większych wymagań w użytkowaniu.






Jak wygląda ten kosmetyk? Z początku, tłoczenie jest specyficzne. Jednogłośnie okrzyknęłyśmy to strukturą przypominającą wyglądem mózg. Oczywiście, już po pierwszym użytkowaniu, staje się ona jednolicie gładka. Konsystencja należy do zbitych i twardych, ale w kontakcie z wodą, mięknie, pieni się i "mydli" bardzo dobrze.




Pojemność jest korzystna, a produkt baaardzo wydajny, więc płacimy za coś, co postoi w naszej łazience przez dłuższy czas, nawet przy częstym i regularnym użytku.

Zapach jest równie specyficzny co początkowy wygląd tego produktu i ciężko go jednoznacznie określić. Zarazem organiczny, ale i słodki.




Cena: ok 40 zł

Skład: Aqua (Water) (woda)Hydrogenated Starch Hydrolysate (hydrolizat skrobii kukurydzianej - humektant, kondycjoner)Sodium Cocoyl Isethionate (łagodna substancja myjąca)Stearic Acid (emulgator)Carbon Black (CZARNY BARWNIK, NIE WĘGIEL AKTYWNY)Parfum (Fragrance) (zapach)Hippophae rhamnoides fruit oil (olej z owoców rokitnika - z kontrolowanych upraw ekologicznych)Pinus Sibirica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters (pochodna oleju z sosny syberyjskiej, działa przeciwbakteryjnie)Hippophae Rhamnoides amidopropyl Betaine  (substancja myjąca, na bazie oleju rokitnikowego), Pinus Sibirica Needle Extract (ekstrakt z igieł sosny - z dzikich zbiorów), Pineamidopropyl Betaine (substancja myjąca, emulgator, pochodna oleju z sosny syberyjskiej)Picea Obovata Needle Extract (ekstrakt z igieł świerku syberyjskiego - z dzikich zbiorów), 
Abies Sibirica Needle Extract (ekstrakt z igieł jodły syberyjskiej - z dzikich zbiorów), Schizandra Chinensis Fruit Extract (ekstrakt z owoców cytryńca chińskiego), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany z kontrolowanych upraw ekologicznych), Rubus Idaeus Seed Oil (olej z nasion malin - z kontrolowanych upraw ekologicznych), Rubus Chamaemorus Fruit Extract (ekstrakt z owoców maliny moroszki - z kontrolowanych upraw ekologicznych), Betula Alba Juice (sok z brzozy brodawkowatej - z upraw kontrolowanych ekologicznych), Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Seed Oil (olej z nasion borówki czarnej - z kontrolowanych upraw ekologicznych)Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant)
Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant)Limonene (zapach), Hexyl Cinnamal (zapach)Butylphenyl Methylpropional (zapach), Linalool (zapach)


O składzie: Szereg wyśmienitych ekstraktów i olei z kontrolowanych upraw ekologicznych lub z dzikich zbiorów z głębi syberyjskiej Tajgi... Brzmi pięknie, prawda?
Dlaczego tylko producent pisze na opakowaniu, ze kosmetyk bazuje na węglu aktywnym, jeśli w składzie go brak? Można było nazwać produkt po prostu mydłem do głębokiego oczyszczania na bazie syberyjskich ziół, po co kłamać o zawartości węgla aktywnego jeśli w produkcie umieszczamy jedynie Carbon Black, który nie ma żadnych właściowości pielęgnacyjnych, nie jest również składnikiem naturalnym... Bardzo nam przykro Naturo Siberico, czujemy się oszukane... Pomijam już fakt, że wszystkie wartościowe wyciągi i oleje, figurują w INCI po zapachu, więc ich ilości są zapewne znikome :(



Użytkowanie i efekty - nasza opinia

Pola: Kosmetyk zaskoczył mnie pozytywnie swoim działaniem już od pierwszego użycia. Nie mam większych zastrzeżeń ani do słoika, w którym się znajduje, ani do dodatku w postaci gąbeczki. Łatwo się go nakłada, a jeszcze łatwiej spłukuje. Jest wydajny. Zapach jest ciekawy, przyjemny dla mojego nosa. Na plus, co najważniejsze mogę zaliczyć jego działanie, bo tak jak wspomniałam, już jednokrotne użycie przyniosło u mnie pozytywny, widoczny efekt. Skóra od razu stała się gładsza, a po każdym kolejnym sięgnięciu po produkt, byłam coraz bardziej zadowolona.  Produkt delikatnie matuje, odtłuszcza, ale moim zdaniem świetnie sprawdzi się nawet przy cerze suchej, ponieważ nie powoduje uczucia ściągnięcia (oczywiście, po oczyszczeniu, zawsze należy sięgnąć po produkt nawilżający). Łagodzi stan wyprysków i zaczerwienień, wygasza rumień. Moja naczynkowa skóra jest jego ogromną fanką. Bez problemów powinien polubić się również z każdą cerą zapchaną i tłustą. Dogłębnie oczyszcza, czuć, że skóra po nim oddycha jeszcze lepiej. Kosmetyk ten, jeśli chodzi o efekty, to cała lista zalet i pod względem działania, nie mam mu nic do zarzucenia.  

Gosia: Pierwsze co przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tym produkcie, to po prostu "WOW". Jest to ostatnio mój ulubiony produkt do oczyszczania twarzy. Skóra jest po jego zastosowaniu naprawdę czysta i gładka, pory stają się niewidoczne, a wydzielanie sebum ograniczone. Efekt jest widoczny gołym okiem. Produkt bardzo łatwo wydobyć ze słoika, gąbeczka idealnie spełnia swoje zadanie. Mydło przepięknie pachnie (mi osobiście kojarzy się mocno z marcepanem!) i jest bardzo wydajne. Na jednorazowe użycie wystarczy niewielka ilość. Łatwo jest zmyć preparat ze skóry i przy okazji nie zabrudzić całej umywalki na czarno :D Polecam!

Poniżej moje zdjęcie podczas jednego z 'twarzingów'. Przepraszam za jego kiepską jakość, niestety mój telefon robi zdjęcia jak kalkulator, poza tym jest skradzione z instastory :)



Kwestia czarnego węgla w składzie, czy raczej powinnyśmy napisać - jego braku, absolutnie nas rozczarowała. Choć kosmetyk działa świetnie, to ten temat wywołał niesmak i ogromne niedowierzanie. Ciężko znaleźć usprawiedliwienie dla takiego posunięcia tej marki (nawet, a może właśnie zwłaszcza dla takiej, którą darzymy uznaniem i zaufaniem, bo gdyby to była jakaś komercyjna sieczka, nie byłybyśmy zaskoczone).


Skusicie się na ten kosmetyk? To coś dla Was?

P. & G.
2 komentarze:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger