12:02

RAPAN BEAUTY - GLINKOWA MASKA DO TWARZY ZE SMOCZĄ KRWIĄ I ŚLUZEM ŚLIMAKA

...czyli o co chodzi z tymi peloidami.

Myślę, że każdy kto choć trochę interesuje się pielęgnacją, albo po prostu dba o swoją skórę, spotkał się w swoim życiu z glinką. Zielona, biała, żółta, niebieska... to tylko kilka z naprawdę wielu rodzajów tego minerału. Czy wiecie jednak, że glinka glince nie równa? Że różnią się one nie tylko kolorem, przeznaczeniem i działaniem, ale również ich pochodzenie ma znaczenie? W zależności od miejsca wydobycia, różnić się mogą zawartością substancji aktywnych, a co za tym idzie również działaniem.


Maseczki Rapan Beauty wytwarzane są na bazie glinki oraz błota iłowo-siarczkowego wydobywanych z syberyjskiego, reliktowego kambryjskiego jeziora Ostrownoje. Produkt, który testowałam był miksem glinki żółtej, niebieskiej i owego błota.

Produkty pozyskiwane z jeziora Ostrownoje, mają zbliżony skład chemiczny do tych z morza marwego, charakteryzują się jednak ok. 20-krotnie silniejszym działaniem!

Glinki Rapan są niesamowicie skuteczne ze względu na bardzo wysoką zawartość montmorylonitu.

Oferta marki opiera się głownie na 9 rodzajach maseczek, podzielonych na 3 serie:

- 100 % natural (glinki bez dodatków)
- Pure nature (glinka z dodatkiem oleju migdałowego)
- Power of Nature (glinka z 'smoczą krwią', wegańskim śluzem ślimaka i olejem migdałowym)

W skład każdej serii wchodzą 3 maseczki - bazująca na żółtej glince, najmocniejsza, do cery tłustej, mocno zanieczyszczonej, bazująca na niebieskiej glince, czyli delikatniejszy wariant dla wrażliwców i posiadaczy cery wrażliwej oraz trzecia - miks dwóch powyższych glinek z dodatkiem błota iłowo-siarczkowego, która jest rekomendowana do wszystkich rodzajów cery.

Testowałam i dziś recenzuję właśnie tą ostatnią maskę, która jest połączeniem tych trzech peloidów z serii Power of Nature. Wybrałam ją, ponieważ bałam się, że żółta glinka okaże się zbyt mocna, za to niebieska za delikatna ;)




Cena: 41 zł
 
Skład: Illite (żółta glinka), Kaolin (niebieska glinka), Sulphide-Silt Mud (błoto iłowo - siarczkowe), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy), Aqua (woda), Propanediol (glikol roślinny, rozpuszczalnik), Sodium Benzoate (bezpieczny konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Glycoprotein, Croton Lechleri Resin Powder ("smocza krew" - wyciąg z żywicy z drzewa Croton Lechler), Glycerin (humektant), Hydrolyzed Glycosaminoglycans (humektant), Sodium Hyaluronate (humektant), Copper Gluconate (antyoksydant, stymuluje syntezę kolagenu), Sodium PCA (humektant).


Maseczka ma zielony kolor i konsystencję pasty. Zapach nie należy do najpiękniejszych. Nie jest to typowy glinkowo-ziemisty zapach, główną nutą jest siarka (za sprawą błota iłowo-siarczkowego). Muszę przyznać, że ten 'aromat' mocno uprzykrzał mi zabiegi, jednak efekt jest wart znoszenia tego aromatu ;)

Maseczka nie ma idealnie gładkiej konsystencji. Można nawet powiedzieć, że jest stosunkowo 'ostra'. Podczas jej nakładania/zmywania wystarczy zrobić delikatny masaż i nie musimy robić już peelingu. Niech Was nie zwiedzie jej miałka konsystencja, peeling jest na prawdę ostry, więc bądźcie ostrożni, delikatny masaż wystarczy.


Niesamowite jest, że producentom udało się wytworzyć wegański śluz ślimaka! Ich odpowiednik ma taki sam skład chemiczny oraz nawilżająco - ujędrniające działanie, jednak w 100% powstaje w laboratorium, a żaden ślimak nie cierpi.

To jak z jej działaniem?

Muszę przyznać, że używałam w swoim życiu bardzo wielu glinek - zarówno tych sypkich, jak i gotowych masek. Jednakże żadna z nich nie przyniosła tak widocznych efektów!

Już po jednym użyciu, skóra jest doskonale oczyszczona i gładka. Pory są czyste i zwężone. Wypryski zdecydowanie podgojone, mniej czerwone i jakby mniejsze.
Cera wolniej się przetłuszcza, pojawia się na niej mniej niespodzianek. Dodatkowo jest napięta, jakby młodsza. Nie mylcie tego z napięciem z przesuszenia. Jest to jedyna maseczka glinkowa, która zostawia skórę nawodnioną i nawilżoną

Zaraz po nałożeniu czuć delikatne mrowienie, czasem szczypanie, jednak nie przejmujcie się! To całkiem normalne! Jest to spowodowane ogromną ilością substancji aktywnych!

Maska nie zasycha na skórze, nie trzeba pamiętać o jej spryskiwaniu hydrolatem, stosunkowo łatwo się zmywa.

Jedyny minus, to nieprzyjemny, siarkowy zapach, jednak działanie naprawdę to wynagradza!

Pamiętajcie, aby wymieszać maseczkę przed każdym użyciem. Z powodu braku emulgatorów i stabilizatorów zdarza jej się rozwarstwiać, jednak absolutnie nie wpływa to na jej działanie czy przydatność do użycia :)

POLECAM! Maseczka trafia do naszych hitów!

Znacie maseczki Rapan? Lubicie glinki?
G.

5 komentarzy:

  1. Nazwa brzmi bardzo intrygujaco, ale skoro tak fajnie dziala to warto ja miec :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie mogła by się też sprawdzić, bo moja cera woła o pomstę do nieba. Bardzo mnie zaciekawił ten produkt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już od dłuższego czasu poluje na te maseczki :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger