16:23

GARNIER FRUCTIS - ODŻYWCZA MASKA BANANA HAIR FOOD

... czyli 98% składników pochodzenia naturalnego w kosmetyku marki komercyjnej.


Coraz więcej firm robi wszystko, by móc na opakowaniach swoich produktów, użyć słowa "naturalne". Dlaczego? Bo widzą, że to nie przejściowa fascynacja, sezonowa moda, ale dla wielu nawet styl życia, by mocniej selekcjonować swoje wybory i sięgać po kosmetyki i wyroby, które mają jak największą zawartość dóbr naturalnych właśnie. Czy można zaufać marce tak komercyjnej jak Garnier, że stworzyła coś, co bez wahania można nazwać kosmetykiem w 98% naturalnym? Czy to tylko aspiracje, a hasło ma robić za wabik dla naszych oczu? No i co zdziałał ten kosmetyk na moich włosach? Wszystko opisane w poście.






Marka Garnier Fructis wyszła kilka miesięcy temu z nową serią masek do włosów, o chwytliwej nazwie HAIR FOOD. Dzisiaj wypowiem się o jednej z nich - bananowej, która ma, według producenta, przede wszystkim na celu odżywienie włosów. Mam nadzieję, poznacie ją na tyle dobrze, żeby podjąć decyzję o samodzielnym zakupie. Oprócz niej, na półkach znajdziecie jeszcze trzy inne maski, reklamowane hasłem "Nakarm swoje włosy"; Nasycenie koloru Goji, Wygładzenie Macadamia i Regeneracja Papaya. Z moich obserwacji wynika, że największą ciekawość budzi ta ostatnia oraz recenzowana w tym poście, maska bananowa.
Obietnice producenta

Jakie plusy powyższych produktów punktuje nam producent:

TAK WEGAŃSKI SKŁAD
TAK 98% SKŁADNIKÓW POCHODZENIA NATURALNEGO
TAK W 95% BIODEGRADOWALNA FORMUŁA
TAK TESTOWANY DERMATOLOGICZNIE
TAK ZAWIERA OLEJE ROŚLINNE
NIE SILIKONOM
NIE PARABENOM
NIE SZTUCZNYM BARWNIKOM

Według producenta ma to być również "Najbardziej apetyczna pielęgnacja na rynku". Prawdopodobnie ma tu na myśli zapachy tych kosmetyków. Komfortowa - dzięki aplikacji na 3 sposoby. Można stosować je jako produkt właściwy, czyli maskę, ale też jako odżywkę, czyli otrzymujemy zapewnienie, że efekt będzie widoczny również nawet przy krótkim trzymaniu kosmetyku na włosach, a także (co najmocniej mnie zdziwiło), jako kosmetyk do stosowania bez spłukiwania. Producent wskazuje, że możemy nałożyć ją na suche lub mokre włosy bez potrzeby późniejszego spłukiwania. Poniżej wyjaśnię Wam, co myślę o tych pomysłach i obietnicach. Oczywiście cały czas podkreśla się jak bardzo jest każda z nich "Bezpieczna - 98% składników pochodzenia naturalnego".

Zaraz rozliczymy to, robiąc poniżej dokładną analizę składu.

Pojemność i cena:

Za 390 ml zapłacimy w cenie regularnej 25 pln

Uważam, że to dość wysoka cena, ale w recenzji odpowiem Wam na pytanie, czy moim zdaniem warto.

Zapach i konsystencja



Zaraz po zakupie, jak tylko otworzyłam w domu słoik (co relacjonowałam dla Was na bieżąco na Instagramie), powiedziałam, że moja pierwsza myśl o zapachu jaki ma ten kosmetyk, to kaszka bananowa dla dzieci. Podtrzymuję, lepszego skojarzenia chyba nie da się znaleźć. 

Natomiast, co do konsystencji, to jest ona pół gęsta, pół ciężka, budyniowa






Skład:




Aqua - woda
Cetearyl Alcohol - zagęszcza kosmetyk, emolient kondycjonujący włosy
Glycerin - gliceryna ma właściwości nawilżające i regenerujące
Isopropyl Myristate - emolient, natłuszcza, kondycjonuje
Stearamidopropyl Dimethylamine - emulgator, zastępuje właściwości silikonu
Butyrospermum Parkii Butter- masło shea, regeneruje, natłuszcza, odżywia
Olea Europaea Oil - oliwa z oliwek, natłuszcza, regeneruje
Musa Paradisiaca Fruit Extract - wyciąg z banana
Glycine Soja Oil / Soybean Oil - olej sojowy
Sodium Hydroxide - reguluje pH
Helianthus Annuus Seed Oil - olej słonecznikowy
Rosmarinus Officinalis Leaf Extract - wyciąg z rozmarynu, działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybiczo
Coco-Caprylate/Caprate - emolient tłusty, kondycjonuje
Cocos Nucifera Oil - olej kokosowy
Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - odżywia, kondycjonuje, ułatwia rozczesywanie włosów
Caprylyl Glycol - natłuszcza
Citric Acid - kwas cytrynowy, konserwuje
Persea Gratissima Oil - olej z awokado
Lactic Acid - kwas mlekowy, konserwuje, nawilża
Tartaric Acid - kwas winowy, regulator pH
Cetyl Esters - emolient tłusty, kondycjonuje
Tocopherol - naturalna witamina E pozyskiwana z tłuszczy roślinnych, tutaj jako konserwant
Potassium Sorbate - konserwuje
Sodium Benzoate - konserwuje
Salicylic Acid - konserwuje
Caramel - zapach
Linalool - zapach
Eugenol - zapach
Coumarin - zapach
Benzyl Alcohol - konserwuje
Parfum / Fragrance - zapach

Mały problem tkwi w tym, że część tych składników (przede wszystkim początek składu), może być pochodzenia naturalnego, ale może być i pół syntetycznego i tego się nie dowiemy, ale powiedzmy, że wierzę producentowi tak pół na pół (nie oczerniam, jestem jedynie sceptyczna w założeniach), to i tak jest dobrze. Zwłaszcza jak na markę komercyjną, która chce wkraść się w łaski czytających składy. Ja ten skład kupuję, jest w porządku.


Użytkowanie i efekty


Opakowanie jest poręczne, ale największy walor "techniczny" stosowania tej maski, to niewątpliwie zapach, który przypadnie do gustu każdej wielbicielce zapachu banana. Nie jest on ani zbytnio chemiczny, ani organiczny. Co do propozycji producenta, by stosować tę maskę na 3 sposoby, czyli jako (co oczywiste) maskę, odżywkę oraz bez spłukiwania, to szczerze mówiąc ze względu na jej pół gęstą i jak by nie było, dość ciężką konsystencję, nigdy nie zdecydowałabym się nałożyć ją na ten trzeci sposób, czyli bez następnego spłukania z włosów wodą. Może jeśli ktoś ma dużo włosów i nie mają tendencji do ich oklapnięcia... Ale ile z nas może tak powiedzieć o swoich włosach? Ja nie zaryzykowałam. Natomiast, ze względu na wysoko postawione w składzie masło shea, nie mogłam sobie odmówić, by nie wypróbować jej w roli trzeciego kroku w metodzie olejowania włosów L.O.C. 
Jako odżywka - nakładałam kosmetyk na minutę - dwie, wczesując go od połowy długości włosów w dół, grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami. Efekt był zawsze taki, że włosy były bardziej śliskie, bardziej miękkie w dotyku, lepiej się układały, były gładsze, ale moje zadowolenie kończyło się wraz z widokiem moich końcówek. Ta część włosa, ponieważ jestem tuż przed wizytą u fryzjera, jest teraz u mnie najbardziej wymagająca i po wyschnięciu, niestety ich wygląd był najmniej satysfakcjonujący, musiałam wspomagać się serum na końcówki (serum stosuję zawsze, bez względu na stan końcówek, dla ochrony, ale w tym przypadku, musiałam polegać na nim, również w kwestii pomocy ulepszenia wyglądu włosów). Moje końcówki są teraz bardziej wymagające, ale nie są też w tak opłakanym stanie, by maska sobie z nimi nie poradziła, dlatego to co jej zarzucam, to niedostatek w kwestii nawilżenia włosów. Jako maskę przetrzymywałam produkt na włosach, w zależności od możliwości, od pół godziny, czasem nawet i do ponad godziny. Efekt był podobny do tego co napisałam już powyżej, nie widziałam jakieś spektakularnej różnicy. Najbardziej lubiłam ją stosować do olejowania L.O.C.,  natomiast nie zdetronizowała ona tutaj innej, tańszej na dodatek maski, którą zazwyczaj stosuję.

Dobra maska? Zła maska?
Po przeczytaniu jedynie powyższej recenzji, może być Wam trudno jednoznacznie określić, czy to dobry czy zbędny produkt, dlatego uzupełniam ją ostatecznym przemyśleniem. Maska ta jest kosmetykiem wartym uwagi, o dużym potencjale no i bezapelacyjnie jest to kosmetyk, który działa. Jest bogata, ma dobry skład, nie powinna przeciążyć włosów, nawet jeśli są cienkie i delikatne (ja takie posiadam). Jednakże, nie jest to ideał dla włosów bardzo wymagających, mocno zniszczonych, wysokoporowatych i ten typ włosów może poczuć mniejszy lub większy niedosyt. Co do ceny - szukajcie promocji, nie musicie jej mieć za pełną kwotę, którą uważam za nieco przesadzoną.  

Co myślicie o tworzeniu takich kosmetyków "prawie naturalnych" przez marki komercyjne? Co myślicie o tej serii od Garnier Fructis? Kupiłyście lub macie zamiar kupić jedną z nich i przetestować samodzielnie? Która Was interesuje najbardziej?
P.

1 komentarz:

  1. Moje wlosy sa dziwne i nie lubia typowych naturalnych skladow wiec ten moglby sie sprawdzic ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger