17:38

ALOESOVE - PŁYN MICELARNY I ŻEL MYJĄCY DO TWARZY - PODWÓJNA RECENZJA

...czyli kolejna marka ze stajni Sylveco.


Jedna z naszych ulubionych polskich firm, czyli Sylveco, stworzyła ostatnio kilka nowych marek, które dołączają do Vianka i Biolaven.
W ostatnim czasie, swoją premierę miały - Aloesove - czyli jak nazwa mówi, kosmetyki na bazie aloesu, Rosadia - czyli kosmetyki z różą damasceńską, dziką różą oraz drzewem różanym stworzona do cery naczynkowej oraz Duets - produkty unisex, przeznaczone dla dwojga, które mimo tego, że reklamowane są jako antysmogowe, doskonale się sprawdzą nie tylko dla mieszkańców wielkich miast, ale także dla posiadaczy cery mieszanej, tłustej i trądzikowej.

Na pierwszy rzut, postanowiłyśmy przetestować produkty Aloesove. W nasze ręce trafiły dwa najbardziej podstawowe kosmetyki pierwszej potrzeby, czyli płyn micelarny oraz żel myjący do twarzy. 

Jak się u nas sprawdziły? Zapraszamy do dalszej lektury!






Ponieważ flagowym składnikiem linii jest aloes - wydaje nam się, że ze względu na jego obecność, została stworzona dla suchych i podrażnionych cer, które wymagają bardzo delikatnego traktowania, nawilżenia i ukojenia. Jak ma się teoria do praktyki?

ŻEL MYJĄCY DO TWARZY - ALOESOVE



Cena: ok. 20 zł
Pojemność: 150 ml

Skład: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (delikatny detergent), Glycerin (humektant), Cocamidopropyl Betaine (delikatny detergent), Decyl Glucoside (delikatny detergent), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z liści aloesu), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego), Panthenol (humektant, łagodzi podrażnienia), Malic Acid (kwas jabłkowy), Glyceryl Oleate (emolient, emulgator), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany, emolient), Sodium Benzoate (konserwant), Juniperus Communis Fruit Oil (olejek jałowcowy), Pelargonium Graveolens Oil (olejek z kwiatów pelargonii pachnącej), Mentha Piperita Oil (olejek z mięty pieprzowej), Rosmarinus Officinalis Oil (olejek rozmarynowy) , Citrus Aurantium Dulcis Oil (olejek pomarańczowy), Limonene (zapach).

Jak to zwykle u produktów ze stajni Sylveco - skład bez zarzutu!
3 delikatne substancje myjące, delikatnie złuszczający kwas AHA, nawilżające ekstrakty, olej lniany, olejki eteryczne i jeden konserwant - akceptowany przez EcoCert.



Konsystencja: Jak widać na powyższym zdjęciu, żel jest przezroczysty, ma bardzo rzadką, wodnistą konsystencję.

Opakowanie: Butelka jest inna niż w przypadku wszystkich produktów Sylveco, Biolaven i Vianek. Jest ona wyższa i węższa, wykonana jest z twardego, matowego, zielonego plastiku. Pompka działa bez zarzutu i dozuje odpowiednią ilość produktu.

Zapach: Zdecydowanie miętowy, odświeżający, z wyczuwalną nutą jałowca i rozmarynu. Dla mnie całkiem przyjemny, szczególnie w upalne dni, za to Poli, kojarzy się z ludwikiem - no cóż, to już kwestia gustu, co nos to inne upodobania ;)

Działanie:

Gosia: Jest to typowy delikatny żel do mycia twarzy, który spełnia swoje zadanie, czyli po prostu myje. Nadaje się zarówno do porannego mycia twarzy, jak i również bez problemu domywa olej podczas wieczornego dwuetapowego oczyszczania skóry. Cera po jego użyciu jest czysta, ale nie ściągnięta. Nie zauważyłam zwiększenia nawilżenia czy złagodzenia podrażnień, ale nie oczekuję tego od produktu myjącego. Do tego służą mi kolejne kroki pielęgnacyjne. Odnośnie zawartości kwasu jabłkowego w składzie (bo wiem, że niektórzy wrażliwcy unikają ich w produktach myjących), ja jestem do niego przyzwyczajona, ponieważ zużyłam już wiele butelek Tymiankowego żelu do twarzy od Sylveco. Absolutnie nie przesusza on i nie podrażnia mojej mocno wrażliwej cery. Jest to przyzwoity produkt, nie wiem czy kupię ponownie, bardziej urzekł mnie np. żel od Biolaven.

Pola: Zgadzam się z Gosią co do tego, że jest to kosmetyk bardzo dobrze spełniający swoje podstawowe zadanie, jakim jest oczyszczanie skóry twarzy. Po osuszeniu twarzy, miałam uczucie, że zdjęłam ze skóry warstwę zanieczyszczeń, pory były bardziej odetkane, a dodatkowo towarzyszyło temu uczucie świeżości. Raczej bez większego problemu pozbędziecie się z jego pomocą makijażu, nawet tego mocniejszego, czy długotrwałego, używałam go w tym celu solo kilkukrotnie i nie czułam się szczególnie zawiedziona. Wystarczyło, że użyłam dwie pompki żelu i miałam pewność, że żadna pozostałość po maskarze nie odbije mi się nad ranem na dolnej powiece. Ponieważ ja również stawiam jednak na dwuetapowe oczyszczanie, najczęściej przyjmował on rolę drugiego kroku, właśnie po użyciu produktu olejowego. W takim duecie lubiłam używać go zdecydowanie najbardziej. Niestety recenzja ta, jak się już być może domyślacie, nie dąży ostatecznie do szczególnych pochwał, ponieważ ja akurat, zdecydowanie oczekiwałam od niego działania nawilżającego i nie myślę tu o takim, które byłoby porównywalne z działaniem serum czy kremu, ale miałam już w łazience tego rodzaju produkty, które pod tym względem robiły więcej, niż ten kandydat. Dla mnie umieszczanie w nawie aloesu (rozumiem, że jest wysoko w składzie, ale myślę, że wiecie o co mi chodzi) i tworzenie produktu, który w żadnym stopniu nie daje chociażby znikomego uczucia nawilżenia, jest mało logiczne. Jeśli od razu po jego użyciu nie chwyciłam za tonik, krem, czy maseczkę, pojawiało się u mnie lekkie, ale sprawiające dyskomfort uczucie ściągnięcia, zwłaszcza w miejscach, gdzie mam skórę normalną (u mnie to akurat policzki i skronie). Lekko podszczypywał w oczy, ale co na plus, nawet jeśli piana dostała się do oka, nie powodował zaczerwienienia. Raczej nie kupię go ponownie, a już na pewno nie w cenie regularnej. Szczerze mówiąc, cena musiałaby być naprawdę bardzo, bardzo atrakcyjna, bo jak już wiecie z opisu zapachu, pod tym względem w ogóle nie wpisuje się w żaden sposób w moje upodobania i średnio sprawia mi przyjemność uczucie mycia twarzy kosmetykiem zbliżonym, według mnie, wonią do popularnego płynu do mycia naczyń. 




PŁYN MICELARNY DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU - ALOESOVE




Cena: ok. 20 zł

Pojemność: 200 ml

Skład: Aqua (woda), Coco-Glucoside (delikatny detergent), Panthenol (humektant, działa łagodząco), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z liści aloesu), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany), Lactic Acid (kwas mlekowy), Cocamidopropyl Betaine (delikatny detergent), Mentha Piperita Oil (olejek z mięty pieprzowej), Citrus Aurantium Dulcis Oil (olejek pomarańczowy), Rosmarinus Officinalis Oil (olejek rozmarynowy), Juniperus Communis Fruit Oil (olejek jałowcowy), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (olejek eukaliptusowy), Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Limonene (zapach).

Dwa delikatne detergenty, ekstrakty, aloes, olej lniany i olejki eteryczne. Nic dodać, nic ująć. Wszystko co potrzebne w płynie micelarnym. Standardowo, zalecam zmywanie go ze skóry, ze względu na obecność detergentów.


Konsystencja: przezroczysty płyn, typowy dla płynu micelarnego

Opakowanie: Butelka z twardego, porządnego plastiku, inny kształt niż dotychczas, dzięki czemu sprawia wrażenie mniejszej objętości niż inne micele od Sylveco, Vianka i Biolaven, jednak również jest to 200 ml. Butelka zamykana na klasyczną nakrętkę flip top, która zapobiega rozlaniu produktu, dozuje jego odpowiednią ilość.

Zapach: Bardzo podobny do zapachu żelu z tej serii, może odrobinę mocniej miętowy? Wyczuwalna też nuta eukaliptusowa.

Działanie:

Gosia: Tutaj również zacznę ocenę od tego, że to dobry produkt, ponieważ spełnia swoje zadanie, czyli zmywa makijaż. Usuwa go bez problemu, nie trzeba wylewać połowy butelki lub trzeć skóry. Przy pierwszym użyciu dostał mi się do oka i niestety piekł, co nie zdarzało mi się w przypadku produktów Vianek, jednak przy kolejnych użyciach nie powtórzyło się to. Może tego dnia miałam podrażnione oczy? Makijaż dokładnie i bezproblemowo usunięty, skóra czysta, nie podrażniona, nie ściągnięta. Nie zostawia również klejącej warstewki na twarzy. Poza tym jednym, 'piekącym' incydentem, nie mam mu nic do zarzucenia, jest to dobry płyn micelarny. Nie zostanie jednak ulubieńcem, ponieważ nie robi nic specjalnego i nie powoduje efektu 'wow', jak jest to w przypadku naszego numeru jeden, o którym napiszemy wkrótce.

Pola: Tutaj mogłabym zrobić tylko kopiuj - wklej, tego co powyżej napisała Gosia. Plus powtórzę się w kwestii zapachu - nie są to delicje dla mojego nosa.




Testowałyście już nowe linie od Sylveco? Aloesove, Rosadia, a może Duets?
Dajcie znać co warto kupić lub o czym chcielibyście przeczytać.

G. & P.



2 komentarze:

  1. Moje jeszcze czekają na użycie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z aloesove testowałam tylko żel myjący i z niego byłam bardzo zadowolona. :) cenię go przede wszystkim za dobry skład i za niską cenę ( w internetowej melissie płaciłam ok. 16 zł za niego) :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger