16:25

NATURA ESTONICA BIO - ICELAND MOSS, PŁUCNICA ISLANDZKA PURIFYING FACE SCRUB - HIT - NAJLEPSZY PEELING JAKI UŻYWAŁAM

NATURA ESTONICA BIO - ICELAND MOSS, PŁUCNICA ISLANDZKA PURIFYING FACE SCRUB - HIT - NAJLEPSZY PEELING JAKI UŻYWAŁAM

...czyli lepiej już być nie może?


Czego oczekuję od peelingu mechanicznego do twarzy? Co oczywiste, żeby dobrze złuszczał, wszak to podstawa, żeby w ogóle zaliczyć go i oceniać w tej kategorii, inaczej to tylko zwykły bubel. W efekcie tego działania zależy mi, żeby zmiękczał skórę, dawał uczucie gładkości i czystości w dotyku i sprawiał, ze będę czuła, że skóra jest odetkana i oddycha. Przyjemnie byłoby zobaczyć też różnicę w wielkości porów. Co równie oczywiste, nie może podrażniać. Myślę, że wymagania są rozsądne i nie co stawiać tego tupu kosmetykom niższej poprzeczki, bo dużo od nich zależy. Minimalizują zanieczyszczenie skóry, sprawiają, że maski i codzienna pielęgnacja lepiej się wchłania, przez co lepiej działa, a na tym nam przecież zależy. Chce czuć czystość i odświeżenie. Ten peeling robi to wszystko! Myślicie, że dałam Wam pełną recenzję produktu już na wstępie? O nie, nie. Ten peeling robi też dużo dużo więcej i to zachwyca! Szczegóły w poście.


1 komentarz:

15:05

HIT CZY KIT? VIANEK ODŻYWCZY - MASECZKA PEELING DO TWARZY SERIA ODŻYWCZA Z MIELONYM LNEM

HIT CZY KIT? VIANEK ODŻYWCZY - MASECZKA PEELING DO TWARZY SERIA ODŻYWCZA Z MIELONYM LNEM
...czyli ciekawy produkt 2w1 z dobrym składem i potencjałem.

Jestem fanką produktów łączących w sobie dwie funkcje. Dwie to tak akurat, w sam raz. Oczywiście, o ile obietnice producenta zostaną spełnione, bo w przeciwnym razie mamy do czynienia z bublem, a przynajmniej, pół-bublem. Jeśli producent nie umie zachwycić, powinien postawić zawsze na prostotę i robić jeden produkt o konkretnym działaniu. Nic nie bawi mnie bardziej, niż jak gdy czytam na opakowaniu bajeczki o tym, że to krem 10w1. Mam wrażenie, że na końcu tej przydługiej listy korzyści, znajdę informację o tym, że wstawi mi pranie, popilnuje dzieci i zrobi obiad. W tym przypadku, na szczęście nikogo nie poniosło i uważam go za bardzo interesujący, bo kosmetyk ten ma potencjalnie naprawdę dużo zalet. Jak już wspomniałam jest to 2w1, więc Vianek nie przesadził z wielofunkcyjnością, może być to fajny kandydat do szybkiego twarzingu, wygodny kosmetyk do zabrania w podróż, zamiast dwóch oddzielnych...No i skład jest świetny, naturalny. Hit czy kit? Warto czy nie warto? Bardziej peeling czy bardziej maseczka?

2 komentarze:

20:46

RECENZJA - PRZECIWZMARSZCZKOWY ELIKSIR DO TWARZY W WITAMINĄ C - VIANEK

RECENZJA - PRZECIWZMARSZCZKOWY ELIKSIR DO TWARZY W WITAMINĄ C - VIANEK

...czyli jak się sprawdził eliksir młodości od Vianka.

Jeśli czytacie nas już od jakiegoś czasu, to na pewno wiecie, że jesteśmy maniaczkami serum każdej maści. Jest to bazowy produkt w codziennej pielęgnacji każdej z nas.

Dzisiaj, chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z produktu, który właśnie kończę. Jest to Przeciwzmarszczkowy Eliksir do Twarzy z witaminą C firmy Vianek. Obie używamy antyoksydantów przez cały rok, ponieważ są wraz z kremami z filtrem, filarami naszej pielęgnacji przeciwzmarszkowej. Witamina C - poza byciem najpopularniejszym przeciwutleniaczem, ma również działanie przeciwstarzeniowe (wspomaga syntezę kolagenu), zmniejsza przebarwienia i rozświetla cerę. Czego chcieć więcej? 



Cena: ok 35 zł

Skład: Aqua (woda) , Glycerin (gliceryna - humektant), Magnesium Ascorbyl Phosphate (sól magnezowa monofosforanu kwasu askorbinowego, czyli tytułowa witamina C, stabilniejsza i bardziej odporna na działanie światła i utleniania forma od kwasu L-askorbinowego), Sodium Hyaluronate (hialuronian sodu - humektant), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu), Panthenol (humektant), Sodium Alginate (kondycjoner, substancja aktywna - odżywia, regeneruje, ujędrnia), Propanediol (rozpuszczalnik, transporter substancji czynnych), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Benzyl Alcohol (konserwant), Trifolium Pratense (Red Clover) Extract (ekstrakt z czerwonej koniczyny), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z korzenia lukrecji), Hydrolyzed Wheat Protein (humektant, kondycjoner), Aniba Rosaeodora Oil (olejek z drzewa różanego), Lactic Acid (jumektant, regulator pH), Phytic Acid (regulator pH, chelator), Parfum (zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant)




Ocena składu:

Nie ma tu żadnej potencjalnie szkodliwej substancji, do której mogłabym się ' przyczepić'. Skład jest dobry i bezpieczny.

Nie bójcie się obecności kwasu mlekowego i fitowego, pod koniec składu - w tak małych stężeniach, nie mają one działania złuszczającego, w tym wypadku kwas fitowy jest jedynie chelatorem i promotorm dla witaminy C, a kwas mlekowy, którego jest w produkcie mniej niż 10%, zawsze będzie działał nawilżająco, może być stosowany również jako regulator pH.

Ekstrakt z miłorzębu japońskiego to znany antyoksydant, który jest polecany dla cer naczyniowych, ponieważ ma udowodnione działanie wzmacniające naczynia krwionośne.

Ekstrakt z czerwonej koniczyny to dla mnie nowość, jednak z literatury wynika, że oprócz właściwości antyoksydacyjnych ma on również działanie ujędrniające, przyśpieszające gojenie, poprawia nawilżenie skóry i hamuje nadmierne wydzielanie sebum - brzmi super, prawda?

Ekstrakt z lukrecji to kolejny przeciwutleniacz, który również działa przeciwzapalnie, bakteriostatycznie oraz przeciwalergicznie.

Jedyne co można zarzucić produktowi to niskie stężenie witaminy C. Wg. producenta, tytułowa witamina występuje w 5 % stężeniu. Wielki plus dla Vianka za zastosowanie w miarę stabilnej formy, czyli MAP. Jej minusem jest słaba przenikalność w głąb skóry oraz średnie działanie antyoksydacyjne. Z tych powodów rekomendowanym stężeniem jest 15%.





Opis producenta:

"Lekkie, aksamitne, szybko wchłaniające się serum do twarzy ze stabilną formą witaminy C w stężeniu 5%. Idealne również do cery wrażliwej i naczynkowej, zawiera kompleks ekstraktów (miłorząb japoński, lukrecja i koniczyna) o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, stymulujących produkcję kolagenu i elastyny w skórze. Kwas hialuronowy i hydrolizowane proteiny pszenicy zatrzymują wodę w głębszych warstwach skóry, zapewniając prawidłowy wzrost i budowę białek, odpowiedzialnych za młody wygląd skóry. Regenerujące i kojące właściwości alantoiny i panthenolu gwarantują dojrzałej cerze odnowę, przywracając jej uczucie komfortu."

Opakowanie:

Serum dostajemy w porządnej, szklanej butelce z pipetką. Butelka jest z białego, nieprzezroczystego szkła, dzięki czemu nie grozi nam rozkład witaminy C, pod wpływem światła.

Pipetka jest wykonana z dobrych materiałów, nie rozpada się i dobrze spełnia swoją funkcję mimo intensywnego użytkowania i zabierania kosmetyku w podróże.

Forma:

Ciężko mi opisać formułę tego serum. Nie jest ono żelowe ani wodniste. Najbliższym słowem, którym mogłabym opisać jego konsystencję jest olejowe, jednak to serum absolutnie nie jest olejowym produktem. W jego składzie nie znajdziemy żadnych olei, jedynie dodatek olejku eterycznego, którego zawartość w całej butelce to pewnie kilka kropli. Kosmetyk ma słomkowy kolor i przyjemny zapach. Nie jestem najlepsza w opisywaniu zapachów, może podchodzi on pod kwiatowe nuty? Pachnie identycznie jak wszystkie inne kosmetyki z serii przeciwzmarszczkowej. Wiem, że wiele osób narzeka na ten aromat i nazywa całą serię "śmierdzącą", jednak ja naprawdę lubię ten zapach. Jak widać zapach to kwestia gustu, więc jeśli ma to dla Was znaczenie, to powąchajcie tester przed zakupem, bo jest on stosunkowo wyrazisty :)



Działanie:

Istotną dla mnie zaletą tego kosmetyku jest fakt, że doskonale się wchłania. Nie klei się, nie zostawia wyczuwalnej warstwy, nie roluje. Momentalnie 'wsiąka' w skórę i stanowi doskonałą bazę pod krem/olej.

Nazwa produktu sugeruje, że powinien on działać przeciwzmarszczkowo. Podczas 3-miesięcznej kuracji nie zdążyłam zauważyć żadnych zmian w tej kwestii, ale również nie oczekiwałam tego.
Od serum z witaminą C, oczekuję działania antyoksydacyjnego (szczególnie o tej porze roku), rozjaśniającego, przyśpieszającego gojenie stanów zapalnych oraz delikatnego napięcia skóry.
Czy Eliksir od Vianka spełnił moje oczekiwania? 4 x TAK! A nawet więcej, ponieważ widzę również dużą różnicę w kwestii nawilżenia cery. Jest ona zdecydowanie bardziej promienna, wypoczęta i nawilżona. Czego chcieć więcej? W kwestii zmarszczek mam serum The Ordinary, które świetnie "prasuje" moje czoło.

Zaczęłam kurację tym produktem od razu po zakończeniu LIQ CC , z 15% stężeniem witaminy C, a produkt od Vianka miał podtrzymać efekt wcześniejszej kuracji. Z przyjemnością kupię Eliksir od Vianka jeszcze raz, aby przetestować je bez wcześniejszego stosowania innego produktu.
Ciekawe czy efekt będzie równie zadawalający :) Na pewno recenzowany dziś kosmetyk jest dużo przyjemniejszy w stosowaniu ze względu na niewyczuwalność na skórze i świetne nawilżenie.

W przypadku tego serum, nie ma też mowy od pieczeniu i podrażnieniu skóry, jak przy LIQ CC, jednak pamiętajcie, że tutaj mamy 3-krotnie mniejsze stężenie rzeczonej witaminy.

Jeśli nie liczycie na przeciwzmarszczkowy efekt z opakowania to zdecydowanie polecam :)

Używacie produktów z witaminą C? Jakie jest Wasze ulubione serum?
G.


13 komentarzy:

21:15

HAUL Z USA: ZAKUPY - KOSMETYKI, KTÓRE KUPIŁAM I JAKIE KOSMETYKI WEDŁUG MNIE WARTO KUPIĆ. PRZEMYŚLENIA - CZY AMERYKANKI MAJĄ LEPIEJ? RÓŻNICE W CENACH I DO CZEGO NIE MAMY DOSTĘPU W DROGERII

HAUL Z USA: ZAKUPY - KOSMETYKI, KTÓRE KUPIŁAM I JAKIE KOSMETYKI WEDŁUG MNIE WARTO KUPIĆ. PRZEMYŚLENIA -  CZY AMERYKANKI MAJĄ LEPIEJ? RÓŻNICE W CENACH I DO CZEGO NIE MAMY DOSTĘPU W DROGERII

...czyli Pola buszująca w Walmarcie i Sephorze w Stanach.


Jakiś czas temu, niespodziewanie nadarzyła mi się okazja, by zrobić małe zakupy w Stanach, a że to pierwszy raz, jak przyszło mi robić szoping za wielką wodą, z początku byłam trochę zagubiona. Budżet miałam ograniczony, bo tak jak wspomniałam, sytuacja była z tych nieplanowanych, a że ostatnio nie rozbiłam banku, to niestety, musiałam dobrze przemyśleć jak chce rozporządzić swoimi dolarami. Wybierałam, przebierałam, przyleciały i dzisiaj zobaczycie, jakich wyborów ostatecznie dokonałam. Ponieważ nie było mnie tam (ubolewam) osobiście, można powiedzieć, że robiłam zakupy on-line. Niemniej, mam sporo przemyśleń, dotyczących tego, jak wygląda amerykański rynek kosmetyczny w porównaniu z polskim i czy tego typu produkty, lepiej kupować tam czy tu. Co wybrałam, czego żałuję, a czego nie, na co warto zwrócić uwagę oraz kilka przemyśleń, które wzbudziły we mnie większe i mniejsze emocje. Ciekawe? To zaczynamy.


4 komentarze:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger