16:31

WYPADANIE WŁOSÓW - HISTORIA POLI: MASOWE WYPADANIE PUKLI WŁOSÓW, ŁYSIENIE ANDROGENOWE, DERMATOLOG I INNE

... czyli jak nie wyłysieć, jak nie zwariować?

Już ponad 6 lat zmagam się z przypadłością permanentnej i nadmiernej utraty włosów, przez terminologię medyczną, fachowo określaną jako łysienie androgenowe. Mimo dobrych wyników badań, które regularnie sprawdzam, ich wypadanie ponad normę, towarzyszy mi przez większość miesięcy w roku, ponieważ jest ono na tle genetycznym. Wpływ na obecną ilość włosów, ma też w pewnym stopniu, moje upodobanie do rozjaśniania ich koloru z ciemnego blondu, do bardzo jasnego – czyli platyny. Jednak robiąc przerwy od farby i rozjaśniacza, odpowiednio je regenerując włosingami, wcierkami i postępując w granicach zdrowego rozsądku, tutaj jestem w stanie na bieżąco kontrolować problem. Ten prawdziwy, o podłożu chorobowym, przysparza mi o wiele więcej kłopotu. Dwa razy w roku, moje nadmierne wypadanie przechodzi, niestety, w ekstremalnie nasilone wychodzenie włosów. Co bym nie robiła, jak bardzo bym się nie starała, pojawienie się tej kwestii jesienią i pod koniec zimy, jest u mnie nieuchronne. Jak zapanowuję nad chaosem, kiedy włosy zaczynają wychodzić mi garściami, kiedy masowo muszę wyciągać je sitka i szczotki, a na czole uwidaczniają się zakola? Dzisiaj o tym, co robię, kiedy w bardzo krótkim czasie jestem bliska zostania z tzw. trzema włosami na krzyż oraz włosowa historia wypadania.



Nie sądziłam, że w tak krótkim czasie, można stracić tak wiele włosów. Kojarzyło mi się to głównie z przypadkami silnych burz hormonalnych, jak np. podczas i po ciąży. Myślałam wtedy: Dlaczego zatem tak się dzieje? Ja przecież jestem zdrowa - wyniki są świetne, wręcz podręcznikowe, idealne, nic mi nie jest, no i zdecydowanie nie jestem w ciąży. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że moja historia potoczy się tak, że będą realne powody, by modlić się, by nie wyłysieć w wieku 20 lat.

Wiosną, te pamiętne dla mnie, 6 lat temu, w pewnym momencie zauważyłam, że coraz częściej, znajduję w ciągu dnia swoje długie blond włosy na ubraniach, a wieczorami kiedy się kładłam, również widziałam je na poduszce i na prześcieradle. Wiosna – wiadomo, czasem coś tam wypadnie, w końcu taka pora roku. Po tygodniu zaczęło mnie to denerwować, po dwóch – męczyć i zastanawiać, kiedy to się wreszcie skończy. Bardzo szybko doszło do tego również znajdywanie ich przez całą moją rodzinę, teraz były już prawie „wszędzie”; w kuchni, w łazience, na stole.... Z dnia na dzień, systematycznie, coraz więcej "leciało" mi ich przy czesaniu, coraz większe pukle wyskubywałam ze szczotki. W końcu zaczęłam zapychać nimi sitko. Widziałam jak mój kucyk traci na grubości, a fryzura na objętości. Coraz więcej osób zwracało mi uwagę „że jakby masz ich mniej”. Niestety, wcale nie jakby, ale ja faktycznie miałam ich mniej - dużo mniej.

Ale ja się tak szybko nie poddaje! Wtedy przyszła u mnie faza na szukanie cudownego wybawienia. Co robiłam? Masowe kupowanie szamponów i odżywek na „nie-wypadanie” i „zatrzymanie wypadania”. I nie ma w tym nic złego - przecież chciałam się ratować. Jednak była też druga strona medalu. Nieświadoma (wtedy jeszcze składy podawane na opakowaniach były dla mnie "niewidzialne", w ogóle się tym nie interesowałam), kupowałam oczywiście w większości składowe barachło. Miałam szczęście, że nie zaszkodziło, ale też i nie pomogło. Zrozumiałam, że nie tędy droga, by znaleźć mój lek na całe to zło, które się właśnie dzieje na mojej głowie. W tak zwanym międzyczasie, poszłam na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu, po skierowanie na badania. Nie zaszkodzi zrobić, może coś pokażą. Pokazały świetne wyniki, a najbardziej podejrzana – tarczyca, została dwukrotnie uniewinniona. A ja? Właśnie zaczęłam wyjmować z sitka pukle, nie kępki – pukle. To się działo z dnia na dzień, przez około 4 tygodnie, straciłam połowę włosów. Po bokach zakola jak półksiężyce, na środku mały, ale niemożliwy do ukrycia placek łysej skóry, a po środku mocno przerzedzony, bardzo szeroki przedziałek. Płakałam podczas czesania, podczas mycia włosów, rano i wieczorem. "CO się dzieje? Czy to się nigdy nie skończy? Przecież ja zaraz będę ŁYSA!"

Ponosząc fiasko za fiaskiem, zaczęłam szukać pomocy w diagnozie specjalisty i zapisałam się do dermatologa z polecenia. Doktor miała doskonałe rekomendacje od pań z recepcji i pacjentów, którym pomogła w sytuacjach natury beznadziejnej. Mnie wtedy nadzieja zupełnie opuściła (moja łysa głowa śniła mi się po nocach), więc najwyższy czas. Trudno nie wspomnieć, jakie miałam wtedy szczęście. Był to najbardziej profesjonalny lekarz u jakiego miałam możliwość być. Począwszy od indywidualnego podejścia do problemu oraz samego pacjenta, przez dokładne zapoznanie się z wyglądem skóry głowy, wywiad przeprowadzony ze szczegółami (niewiele się ode mnie pani doktor dowiedziała, tyle że włosy mi wypadają i mam już łzy w oczach od mówienia o tym). Moja panika na szczęście nie udzieliła jej, ale mi udzielił się jej spokój ducha. Odpowiedzi na pytania, wsparcie, informacja co będę teraz robić i za ile zobaczę efekty, żeby się nie denerwować, że nie przyszły po tygodniu. Kończymy na omówionej i rozpisanej kuracji. Lekarz z powołania i tzw. prawdziwego zdarzenia, który jest w gabinecie dla pacjenta, poświęca mu tyle czasu ile pacjent potrzebuje.
Podziałało, bo z wiarą i nową energią zaczęłam bardzo regularnie robić wszystko, co mi zalecono.
Przyszły efekty, a ja poczułam, jak biorę głęboki oddech.

Co Nam "dolega" (Gosi oraz mnie)? Łysienie androgenowe, łysienie plackowate. Mają podłoże genetyczne, więc prawdopodobieństwo, że włosy będą nam wypadać w nadmiarze przez całe życie, jest niestety bardzo realne. Do tego dokładają się też czynniki zewnętrzne. Jak się uchronić przed nim i przed utratą włosów na skutek tych chorób? Nie da się. Jednak, co ważne, nasze przypadki, absolutnie nie są odosobnione! Typ łysienia androgenowego jest najczęstszym powodem nadmiernego wypadania włosów, zaraz po problemach hormonalnych! Jeśli Wasze wyniki również są "OK", warto wybrać się do dermatologa, czy chociażby trychologa, w celu upewnienia się, czy nie to jest przyczyną, także i u Was.

To, co pragnę Wam przekazać również tym postem, to, byście nie popadały w panikę, kiedy Wasza historia przypomina moją. Nie popełniajcie mojego błędu jakim była spirala stresu! Stres to ogromny wróg. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, ze część tych włosów wypadała mi wtedy, także przez panikę, jaką siałam w swoim układzie nerwowym. Co zrobić? Pogodzić się z pewnymi kwestiami. Nie będziemy Violettami Villas wśród włosów, nie będziemy miały warkocza godnego Roszpunki. Trudno, takie jest życie i niektórych chorób i przypadłości sobie nie wybieramy. Tak jak i uwarunkowania genetycznego. Im szybciej odnajdziecie równowagę, tym lepiej dla Was. Jeśli problem sięga zenitu, a Wy jesteście już prawie u skraju załamania psychicznego, bo zostały Wam te tak zwane "trzy włosy na krzyż", a nie gustujecie w zaczeskach (żartuję :), to już nie czas na porady na forach internetowych, czas najwyższy, by udać się do lekarza. 
Byłyście już, a lekarz nie pomógł? Zasięgnijcie opinii innego. Drugiego, trzeciego, a może będzie trzeba udać się i do pięciu. Czasem z grypą człowiek musi iść do dwóch, bo trafi na tzw. "konowała", a co dopiero z chorobą genetyczną czy hormonalną. Wiem, że z lekarzami i wizytami u nich bywa różnie. Trzymam kciuki, bardzo mocno i poważnie, byście trafiły na tego, który Wam pomoże. Staram się żartem rozluźnić atmosferę, jednak bądźcie również tej dobrej myśli i działajcie, bo tylko tak możecie odmienić tę kwestię na lepsze.

Jak wyglądała wtedy moja kuracja (– i wygląda tak do dziś):



Alpicort E – co 3. mycie
Jest lekiem - produktem wydawanym tylko na receptę, należy stosować go TYLKO I WYŁĄCZNIE, jeśli tak zaleci Wam lekarz. Nie stosujemy go na własną rękę. Jeśli jednak, diagnoza wykazuje, że również u Was jest to typ łysienia androgenowego, możecie zapytać o niego swojego lekarza.







Revalid Tonic – wszystkie pozostałe mycia – całe opakowanie do końca
To zdecydowanie jedna z moich ulubionych wcierek, hamujących wypadanie włosów. Stosuję ją z przerwami od 6 lat, więc jej zakup mogę polecić z naprawdę czystym sumieniem. Jest to produkt do nabycia bez recepty.










Vitapil tabletki – codziennie po jednej – całe opakowanie do końca
Jedyne tabletki, jakie kiedykolwiek ja przyjmowałam, na problem z wypadaniem włosów. Sprawdzają się na tyle świetnie, że nie szukałam przez ten czas "czegoś innego". Nie wiem, jak wygląda ich działanie solo, ale w zestawieniu z wcierką, są według mnie świetnym uzupełnieniem kuracji.









Jaki jest mój obecny stan wypadania włosów?
Na co dzień, oczywiście, wypadają. Mniej lub bardziej (obecnie ze względu jesiennego przesilenia tracę je masowo - i tak dużo mniej niż bez kuracji). Czasem zdarza im się być dla mnie łaskawe, przestać wypadać na miesiąc czy dwa, ale nic za darmo. Jest to zasługa dobrego czasu w roku i działającej wcierki, regularnie stosowanej, przed lub po, każdym myciu włosów. Stosuję delikatne szampony, bez silnych detergentów, nawilżające skórę głowy, ale raz lub dwa na tydzień, dokładnie ją oczyszczam. Peeling, szampon z SLS. Surowo pilnuję kwestii silikonów w produktach kładzionych na skórę głowy. To zbrodnia przy problemie wypadania! Silikon zalepia pory, uniemożliwiając im swobodne oddychanie, hamuje porost nowych włosów, a co w naszym przypadku jeszcze gorsze, na dodatek - osłabia cebulkę włosa. Więc silikonu na skórę głowy nigdy nie stosujemy. NIGDY! Przed myciem, działam na porost nowych baby hair - w tym celu stosuję nasz absolutny hit - kozieradkę - jakie daje efekty i jak przygotować wywar znajdziesz LINK TU.

CO ROBIĆ KIEDY WŁOSY WYPADAJĄ?! PODSUMOWANIE DLA KAŻDEGO!

- wcierki - koniecznie zainteresuj się ich tematem LINK TU

- szampony - bardziej niż zawsze kontroluj ich składy, wybieraj te nawilżające, które dodatkowo pielęgnują skórę głowy

- silikony - unikaj jak ognia nakładania na skórę głowy!!!

- nie szarp włosów podczas mycia, myj delikatnym, płynnym ruchem, opuszkami palców, nie "pierz ich", bo będą splątane, a kołtuny wzmagają utratę włosów

- jeśli podczas wypadania włosów, towarzyszy Ci łupież, szukaj wcierek bez alkoholów beztłuszczowych (unikaj np. alcohol, alcohol denat), bo te składniki będą wzmagać ten problem. Jeśli jednak uważasz, że te u Ciebie nie podziałają, koniecznie nawilżaj skórę głowy

- nawilżaj skórę głowy i włosy (np. aloesem, odpowiednio dobranymi łagodnymi szamponami)

- rób próby uczuleniowe nowych produktów! Nie dokładaj sobie zmartwień.

- podczas wzmożonego wypadania włosów, widocznie objawia się to też przy myciu włosów. Dlatego nie myj włosów, jeśli nie ma potrzeby (jeśli w weekend siedzisz w domu, może warto sobie podarować). Ja po prostu zakładam czapkę, bo z psem w weekend też wyjść muszę :)

- jeśli nie radzisz sobie z problemem, należy iść do lekarza pierwszego kontaktu i zrobić badania, poprosić o skierowanie do specjalisty!!!



A jaka jest Wasza historia z wypadaniem włosów? Z czym się zmagacie? Czy byłyście na wizycie u lekarza specjalisty?
P.

2 komentarze:

  1. Przerażająca historia ale całe szczęście, że umiesz sobie z tym radzić. U mnie włosy też wypadają ale nie przekracza to dopuszczalnej normy więc się cieszę ;) trzymam kciuki w dalszej walce o piękne włosy.

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamo! Też zmagam się z nadmiernym wypadaniem, jednak wykluczono u mnoe łysienie adnrogenowe. Pomógł mi dopiero piąty specjalista. Specjalistka właściwie-Pani trycholog. Jako jedyna podeszła do mojego problemu od właściwej strony. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej! Powodzenia Wam życzę! :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger