Popularne posty

14:11

RECENZJA - SWISS PURE - WATER SUN GEL - SPF 35

RECENZJA - SWISS PURE - WATER SUN GEL - SPF 35

...czyli żelowy krem z filtrem z Korei.

Nie da się ukryć, że sezon 'filtrowy' w pełni. Myślę, że o tej porze roku, nawet Ci z Was, którzy nie używają filtrów przeciwsłonecznych przez cały rok, decydują się na ochronę twarzy przed promieniowaniem. Jeśli kiedykolwiek używaliście kremów z filtrem, wiecie na pewno, że największą zmorą jest ich ciężka, tłusta konsystencja i bielenie. Kolejną trudną kwestią, przynajmniej dla nas - osób zwracających dużą uwagę na składy kosmetyków, jest zaakceptowanie faktu, że filtr z idealnym składem po prostu nie istnieje.

Podczas buszowania po sklepie internetowym Kontigo podczas jednej z dużych promocji, trafiłam na produkt, nie znanej mi wcześniej marki Swiss Pure. Water Sun Gel - czyżby ktoś stworzył preparat przeciwsłoneczny o faktycznie lekkiej, żelowej konsystencji na bazie wody? Wiecie, że nie mogłam sobie go odpuścić!



Cena: ok. 65 zł, warto polować na promocje

Skład: Water, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Water, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, Butylene Glycol, Ethylhexyl Salicylate, Behenyl Salicylate, Behenyl Alcohol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butyloctyl Salicytate, Pentylene Glycol, Benzotriazolyl Dodecyl P-Cresol, Carbomer, Caprylyl Glycol, Tromethamine, Panthenol, Gellan Gum, Fragnance (Parfum), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Dehydroxabthan Gum, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Cananga Odorata Flower Oil,  Ethylhexylglcerin, Rosa Damascena Flower Oil, Ceramide 3, Phytosphingosine, Epilobium Fleischeri Extract, Disodium Cocoamphodiacetate, Scutellaria Alpina Flower/Leaf/Stem Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extrct, Citric Acid, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Sodium Hyaluronate, PVP, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Metabisulfite, Pantolactone.


Nie porwę się na analizę składu, ponieważ filtry przeciwsłoneczne to bardzo skomplikowane i złożone substancje chemiczne, które wzajemnie reagują między sobą, co wpływa na ich stabilność, a ja nie czuję się kompetentna w tej kwestii.

Mogę tylko zauważyć, że produkt posiada wiele cennych ekstraktów roślinnych, substancje nawilżające i okluzyjne.
Jednym ze składników jest  Ethylhexyl Methoxycinnamate, (kontrowersyjny) filtr chemiczny, znany również jako Parsol 1789, uznawany za mocno niestabilny, jednak towarzystwo innych filtrów w składzie, stabilizuje go i czyni jednym ze skuteczniejszych. Jest również filtrem tzw. przenikającym. Dla zdrowego człowieka jest to niegroźne, unikałabym go jednak w ciąży i podczas laktacji, ponieważ po przeniknięciu do krwioobiegu "może zachowywać się jak hormon". Mimo wszystko zalecam dystans i zdrowy rozsądek :)


Produkt znajduje się w butelce z bardzo twardego plastiku, o pojemności 80 ml (bardzo wygodna pojemność w podróży, szczególnie w przypadku konieczności lotu jedynie z bagażem podręcznym). Zwiedził ze mną już niezły kawałek świata, a opakowanie nadal wygląda jak nowe :)

Jak widać na zdjęciu poniżej, preparat ma dość dziwną konsystencję - żelowej zawiesiny. W przezroczystej bazie, znajduje się wiele mikroskopijnych, białych drobinek, które znikają podczas nakładania go na twarz. Konsystencja jest naprawdę ultralekka i szybko się wchłania, nie pozostawiając wcale tłustego filmu, w zasadzie to nie czuć go wcale na skórze, no może gdy przesadzi się z ilością to zostawia lekko lepką warstewkę, która jest świetną bazą pod makijaż (przynajmniej mineralny). Pierwszy raz zauważyłam również pielęgnujące walory w produkcie przeciwsłonecznym - faktycznie nawilża skórę!


Krem (a w zasadzie żel) testowałam w różnych warunkach. Zarówno w mieście, podczas normalnego dnia pracy jak i podczas urlopu w ciepłym kraju.

Przyznaję, że podczas plażowania stosowałam krem z filtrem SPF 50 od Avene, o którym pisałam rok temu, ponieważ wartość filtra SPF 35, uznałam za niedostateczną ochronę w południowym słońcu.



No to nie przedłużając, jak się w końcu sprawdził?

Jest to najlepszy "krem" z filtrem do twarzy jakiego używałam kiedykolwiek!

Żelowa, ultradelikatna konsystencja, która doskonale się wchłania, nie pozostawiając ciężkiej warstwy na twarzy. Produkt absolutnie nie obciąża cery, nie zapycha, nie powoduje wysypu.

Świetnie spaja się z makijażem, a twarz jest nawilżona i jędrna.

Zero podrażnień, zaróżowień, pieczenia itp., a przypominam, że mam niestety mocno reaktywną skórę, skłonną do alergii.

No i najważniejsza kwestia - jak z ochroną? Ciężko mi ocenić skuteczność działania filtru podczas codziennego życia w mieście, jednak podczas wakacji spisał się doskonale. Tak jak pisałam wcześniej, podczas plażowania w Grecji, nie używałam tego produktu, ponieważ bałam się, że ochrona na poziomie SPF 35 będzie niedostateczna, jednak podczas popołudniowych spacerów - wypadł super. Chronił skórę przed fotostarzeniem i oparzeniem słonecznym, a jednocześnie świetnie współgrał z makijażem.

Podczas słonecznych (i nie tylko) dni w Polsce, czy np. w Anglii również go stosowałam w dni, kiedy wiele godzin spędzałam na powietrzu i nigdy nie doszło do nawet najmniejszego poparzenia czy rumienia.

Z czystym sumieniem mogę polecić go każdemu, a szczególnie posiadaczom cery tłustej i mieszanej, którzy pewnie okrutnie się męczą (tak jak ja) z ciężkimi konsystencjami innych produktów.

Powiedzcie szczerze - używacie filtrów do twarzy? Ciekawa jestem jak to u Was wygląda - zarówno podczas plażowania, jak i zwykłego dnia pracy.
Znacie może jakieś inne produkty o żelowej konsystencji? Jaki jest Wasz ulubiony filtr? 
G.

Brak komentarzy:

13:30

DENKO #2 - BUBLE I "ŚREDNIAKI" - PIELĘGNACJA WŁOSÓW - 10 KOSMETYKÓW DO WŁOSÓW, KTÓRE SIĘ U MNIE NIE SPRAWDZIŁY

DENKO #2 - BUBLE I "ŚREDNIAKI" - PIELĘGNACJA WŁOSÓW - 10 KOSMETYKÓW DO WŁOSÓW, KTÓRE SIĘ U MNIE NIE SPRAWDZIŁY

...czyli cały post o produktach do pielęgnacji włosów, których nie kupie ponownie.


Zapraszam Was dzisiaj na post, w którym pokażę Wam wszystkie kosmetyki, które do tej pory używałam do pielęgnacji swoich włosów, a które się u mnie nie sprawdziły. Tak, dzisiaj po raz pierwszy na blogu post poświęcony samym tzw. bublom i "średniakom". Mam nadzieję, że będziecie zadowolone, bo post powstawał w bólach (nie mam serca pisać aż tylu negatywnych słów w jednym poście). Dowiecie się z niego, dlaczego uważam, że produkty te zawiodły i czy wyrządziły jakieś szkody moim włosom lub skórze głowy. Jest to również swoiste podsumowanie najgorszych, moim zdaniem, kosmetyków jakich używałam w 2017 i pierwszej połowie roku 2018. Jest tego sporo (w końcu to aż 1,5 roku intensywnego dbania o włosy), ale chyba dzięki temu, że zaczęłam dbać o siebie bardzie świadomie, nie aż tyle, ile mogłabym mieć. Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Szampony, wcierki, maski, odżywki... Chcecie je poznać? To do postu!


3 komentarze:

08:38

PORÓWNANIE I RECENZJA - VIANEK KOJĄCY VS ŁAGODZĄCY KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC

PORÓWNANIE I RECENZJA - VIANEK KOJĄCY VS ŁAGODZĄCY KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC

...czyli jak sprawdziły się żele pod prysznic u wrażliwca.


Rzadko piszemy tutaj o pielęgnacji ciała, częściej skupiamy się na skórze twarzy i włosach, ale najwyższy czas to zmienić :)
Niestety należę do grupy "szczęśliwców", którzy mają bardzo reaktywną i alergiczną skórę ciała. Nie mogę używać wspaniale pachnących i pieniących się żeli pod prysznic za grosze, mocne detergenty powodują, że po kąpieli wyglądam jak przepiórcze jajo, skóra jest czerwona (a wręcz bordowa!), gorąca, swędzi i się łuszczy. Dziś rozkładam na czynniki pierwsze dwa żele pod prysznic od Vianka, które testowałam w ostatnim czasie.


Oba żele kosztują ok. 22 zł w regularnej cenie, jednak często można je dostać w promocji, szczególnie polecamy z nich korzystać podczas targów kosmetycznych (na stoisku producenta).

Produkty są ukryte w wygodnych butelkach z białego, grubego plastiku z czarną zakrętką, ozdobione klasycznym dla marki kwiatowym motywem. Butelki zabierałam ze sobą na nie jeden wyjazd, nigdy nie uległy uszkodzeniu, a kosmetyki się nie wylały. Mają pojemność 300 ml.


KOJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC  z ekstraktem z owoców jeżyny



Skład: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (delikatna, niejonowa substancja myjąca), Cocamidopropyl Betaine (delikatna, amfoteryczna substancja myjąca), Glycerin (humektant), Coco-Glucoside (delikatna, niejonowa substancja myjąca), Rubus Fruticosus Fruit Extract (wyciąg z owoców jeżyny), Squalane (emolient), Panthenol (humektant, substancja łagodząca), Allantoin (humektant, substancja łągodząca), Lactic Acid (regulator pH), Cyamopsis Tetragonoloba Gum (zagęstnik, stabilizator), Sodium Benzoate (konserwant), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Parfum (zapach).

Bazą myjącą produktu są trzy delikatne detergenty - jeden amfoteryczny i dwa niejonowe (jeśli chcecie poczytać więcej o rodzajach detergentów, to zapraszam do lektury posta - Jak czytać składy - cz.2 - Detergenty). Poza tym mamy szereg substancji nawilżających, jedna substancja natłuszczająca, tytułowy wyciąg z owoców jeżyny, który działa antyoksydacyjnie, olejek lawendowy, który jest znanym antyseptykiem oraz bezpieczny konserwant. Skład idealny!

Wrażenia:

Kojący żel pod prysznic firmy Vianek przepięknie, owocowo pachnie, choć ten zapach nie przypomina zbytnio jeżyn. Jest przezroczysty i dobrze się pieni.
Po zastosowaniu, skóra jest dobrze umyta i miękka...niestety jest zaróżowiona i swędzi :(
Okropnie mi przykro z tego powodu, bo strasznie lubię ten żel. Pamiętajcie, że jestem "wyjątkowym" wrażliwcem, możliwe, że u Was produkt nie wywoła podobnych objawów i ma szansę stać się Waszym ulubieńcem :)




Skład: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (delikatna, niejonowa substancja myjąca), Cocamidopropyl Betaine (delikatna, amfoteryczna substancja myjąca), Glycerin (humektant), Echinacea Purpurea Root Extract (ekstrakt z korzenia jeżówki purpurowej), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Panthenol  (humektant, substancja łagodząca), Allantoin (humektant, substancja łagodząca), Lactic Acid (regulator pH), Cyamopsis Tetragonoloba Gum (zagęstnik, stabilizator), Sodium Benzoate (konserwant), Cymbopogon Winterianus Herb Oil (olejek cytronelowy), Parfum (zapach).

Baza produktu bardzo przypomina tą powyżej (z kojącego żelu pod prysznic). Jedyna różnica to brak jednego niejonowego detergentu. Więc substancji myjących jest w sumie mniej :)
Substancją aktywną jest tutaj ekstrakt z jeżówki purpurowej, który charakteryzuje się działaniem immunostymulującym, łagodzącym oraz właściwościami nawilżającymi.
Te same trzy substancje nawilżające, olej kokosowy jako substancja natłuszczająca oraz olejek cytronelowy, który również jak lawendowy działa przeciwzapalnie i co ciekawe...odstrasza owady! 

Wrażenia:

Łagodzący kremowy żel pod prysznic Vianka również przyjemnie, słodko pachnie, choć wersja jeżynowa jest moim zdecydowanym faworytem w tej kwestii.
Ten produkt, mimo słowa ' kremowy' w nazwie, również jest przezroczysty i ma konsystencję żelu. Pieni się tak samo jak poprzednik, dobrze myje (bo w końcu to jest jego główną rolą) i... nie podrażnia! Po jego zastosowaniu skóra jest niesamowicie gładka i nawilżona! Jest to w sumie pierwszy produkt do mycia, po którego użyciu moja skóra nie woła o balsam do ciała lub olejek. Jak dla mnie - totalny HIT!


Oba żele mają idealne składy, pięknie pachną i mają szanse podbić wasze serca (i łazienki!).
W moim przypadku, Kojący żel zostaje zdyskwalifikowany ze względu na występujące po nim podrażnienie (może to Coco - Glucoside, może zapach, a może jeszcze coś innego). Za to Łagodzący kremowy żel trafia do grona ulubieńców i mianuję go oficjalnym hitem! Jeśli macie suchą skórę - koniecznie spróbujcie i dajcie znać jak się sprawdzić.

A Wy? Znacie żele pod prysznic firmy Vianek?
Jaki jest Wasz ulubiony produkt do mycia?
G.
1 komentarz:

00:27

TRIACNEAL EXPERT AVENE - RECENZJA

TRIACNEAL EXPERT AVENE - RECENZJA

...czyli walka z trądzikiem dorosłych od Avene.


Nie będę rozpisywać się dziś o genezie trądziku, trądziku hormonalnym czy działaniu retinoidów, bo to temat na oddzielny post. Jeśli czytacie nas już od pewnego czasu, to na pewno wiecie, że od lat zmagam się z mieszaną cerą, która nadmiernie przetłuszcza się strefie T oraz umiarkowanie nasilonym trądzikiem hormonalnym w okolicach brody i na linii żuchwy. Przetestowałam już wiele kosmetyków przeciwtrądzikowych, większość na bazie kwasów. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić odczuciami na temat pierwszego kosmetyku z retinoidami, z którym miałam styczność.


Cena: 40-80 zł w zależności od miejsca, polecam apteki internetowe i promocje - 50%  w superpharm

Skład: Avene Thermal Spring Water (Avene Aqua) (woda termalna Avene), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tłusty), Isododecane (emolient, pochodna ropy naftowej), Isodecyl Neopentanoate (emolient suchy), Pentylene Glycol (humektant, zapobiega wysychaniu kosmetyku), Propylene Glycol (promotor przenikania substancji aktywnych), Glycerin (humektant), Glyceryl Stearate (emolient, emulgator), PEG-100 stearate (emulgator), Water (Aqua) (woda), Polymethyl Methacrylate (substancja filmotwórcza), 1,2-Hexanediol (konserwant), Algin (zagęstnik), Arachidyl Alcohol (emolient, stabilizator), Arachidyl Glucoside (emulgator, substancja powierzchniowo czynna), Behenyl Alcohol (stabilizator, emulgator), BHT (emolient, emulgator), Caprylyl Glycol (emolient), Caprylyl Glycol Linseedate (emolient, delikatny konserwant), Carbomer (zagęstnik), Disodium EDTA (sekwestrant, chelator) Fragrance (Parfum) (zapach), Hydrogenated Polyisobutene (kondycjoner, pochodna parafiny), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (polimer filmotwórczy), Papain (enzym, działa keratolitycznie), PEG-7 Trimethylolpropane Coconut Ether (emulgator), Potassium Sorbate (konserwant), Red 33 (CI 17200) (barwnik), Retinal (witamina A, zapobiega nadmiernemu rogowaceniu naskórka, działa przeciwłojotokowo oraz przeciwzmarszczkowo), Sodium Hydroxide (regulator pH), Sorbitan Isostearate (emulgator)

Tak na prawdę, składów dermokosmetyków nie powinno się rozkładać na czynniki pierwsze, ponieważ bazują one na opatentowanych kompleksach składników i to je należy analizować, a nie pojedyncze składniki, ale wiemy, że lubicie tłumaczymy Wam pojedyncze substancje z INCI i uczymy je rozróżniać, więc i tym razem to zrobiłam :)



Opis producenta: TriAcnéal EXPERT został opracowany do pielęgnacji cery trądzikowej osób dorosłych. Redukuje niedoskonałości (krosty i zaskórniki) i ślady (blizny i przebarwienia) potrądzikowe oraz działa przeciwstarzeniowo. TriAcnéal EXPERT, to emulsja o kremowej konsystencji, która zapewnia skórze odpowiedni komfort i nawilżenie.
- Zwalcza niedoskonałości
 - Diolényl - o potrójnym działaniu, które minimalizuje ryzyko nadkażeń bakteryjnych (działanie potwierdzone w badaniach in vitro na P. acnes), zmniejsza zaczewienienia i pomaga zlikwidować krosty.
- Złuszcza - X-Pressin 1% - zmniejsza ilość zaskórników i wygładza powierzchnię skóry.
- Wygładza - Retinaldehyd 0,1% redukuje blizny i przebarwienia potrądzikowe, zapobiega powstawaniu zaskórników, jednocześnie działając przeciwzmarszczkowo.
- Koi - 60% wody termalnej Avène - zapewnia działanie kojące i łagodzące podrażnienia.

W przypadku pojawienia się pieczenia zaleca się zmniejszenie o połowę częstotliwości stosowania. Po 6 tygodniach stosowania TriAcnéal EXPERT redukuje zaskórniki i zapalne zmiany trądzikowe o 45% oraz minimalizuje widoczność śladów potrądzikowych takich jak blizny i przebarwienia (70% skuteczności).
Unikać kontaktu z oczami i konturem ust i nie stosować w czasie ciąży.


No cóż, rzadko to przyznaję, ale producent nie kłamie!

Ten krem to prawdziwa magiczna różdżka na problemy trądzikowe. Oczywiście muszę dodać, że jestem przed 30-stką, a mój trądzik ma podłoże hormonalne. Nie jest on mocno nasilony, zwykle mam kilka krost na brodzie i linii żuchwy oraz trochę zaskórników zamkniętych w tej okolicy. 

Już po jednej nocy z kremem, rano skóra jest niesamowicie gładka, a pory zwężone. Stany zapalne są mniejsze i mniej zaczerwienione. Nie używam kremu codziennie, ponieważ bałam się zbyt agresywnego działania witaminy A. Wystarcza mi użycie go raz w tygodniu, a czasem nawet rzadziej. W sytuacjach gdy moja skóra jest w mocno złej kondycji, zdarza mi się stosować go przez dwa, maksymalnie 3 dni pod rząd, wtedy zwykle tego czwartego dnia, nie ma już na niej śladu po niedoskonałościach. Przy takim stosowaniu nie zauważyłam żadnego podrażnienia czy nadmiernego łuszczenia. Po trzydniowym stosowaniu skóra była lekko odwodniona i pojawiały się suche skórki. Wtedy wystarczyło odstawić krem i skupić się na nawadnianiu i nawilżaniu cery.



Jak widać na powyższych zdjęciach, krem ma żółto-pomarańczowy kolor i dość gęstą, treściwą konsystencję. Drugie zdjęcie prezentuje krem po rozsmarowaniu, jak widać, pozostawia mocno żółtawy kolor na skórze. Krem dobrze się rozprowadza, niestety nie jest super wydajny, ponieważ na dokładne posmarowanie całej twarzy, potrzeba 2-3 pompek. Szybko się wchłania, nie klei się, zostawia na skórze delikatny, aczkolwiek przyjemny film.

Nie muszę chyba nikomu przypominać, że produktu używamy wyłącznie na noc, a podczas trwania kuracji, na dzień należy nakładać kremy z wysokim filtrem SPF, ponieważ retinaladehyd uwrażliwia skórę na słońce.


Podsumowując, to bardzo dobry, faktycznie działający krem. Myślę, że to dobre, pierwsze podejście do retinoidów w najdelikatniejszym wydaniu.

Znacie ten produkt Avene? A może macie inne triki na walkę z trądzikiem?
Dajcie znać w komentarzach :)
G.
5 komentarzy:

13:19

BIOLAVEN - ŻEL MYJĄCY DO TWARZY

BIOLAVEN - ŻEL MYJĄCY DO TWARZY

...czyli czy Biolaven ma dla nas kolejny hit?

Dokładne oczyszczanie twarzy jest podstawą każdej pielęgnacji. A nie ma mowy o dobrym oczyszczaniu bez porządnego produktu myjącego. Firmę Biolaven znamy od dawna, testowałyśmy już większość jej produktów, a szampon i płyn micelarny są totalnymi hitami i zagościły w naszych kosmetyczkach na dobre. Przyszedł czas na wypróbowanie i ocenę ich Żelu myjącego do Twarzy.

Jeśli ciekawi Was jak się sprawdził, zapraszamy do dalszej lektury.


Cena: ok. 17 zł

Produkt możecie kupić TUTAJ.

Skład: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (łagodna - niejonowa substancja myjąca), Glycerin (humektant), Cocamidopropyl Betaine (łagodna - amfoteryczna substancja myjąca), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Panthenol (humektant), Lactic Acid (kwas mlekowy - humektant, regulator pH), Sodium Benzoate (konserwant), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Parfum (zapach).


Dwa delikatne detergenty, substancje nawilżające oraz flagowe - olej z pestek winogron oraz olejek lawendowy. Jeden konserwant i kompozycja zapachowa. Nie ma do czego się doczepić, skład idealny :)



Opakowanie: Produkt ukryty jest w białej butelce z pompką (jak wszystkie produkty do mycia twarzy Vianka i Sylveco). Jest to higieniczne i najwygodniejsze rozwiązanie. Pompka nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu.

Żel jest przezroczysty, ma stosunkowo rzadką konsystencję. Pachnie lawendowo - winogronowo, jak wszystkie produkty z serii.


Działanie: Nie będę owijać w bawełnę... mamy kolejny hit! Żel jest delikatny i jednocześnie skuteczny. Bez problemu domywa również olej, a przy tym nie ma mowy o żadnym podrażnieniu czy przesuszeniu.

Żele od Sylveco (rumiankowy i tymiankowy) zawierają w swoim składzie kwasy (jabłkowy i salicylowy), które działają antybakteryjnie, regulująco i rozjaśniająco. Jednak w przypadku ekstremalnie suchej i wrażliwej cery, albo np. w trakcie kuracji retinoidami mogą podrażnić.

W tym wypadku jedynym kwasem w produkcie, jest kwas mlekowy, który w niskich stężeniach działa jedynie nawilżająco. W związku z tym, bez obaw mogą go używać nawet najwięksi wrażliwcy :)

Olej z pestek winogron zapobiega odwodnieniu skóry, olejek lawendowy działa antyseptycznie i pomaga regulować wydzielanie sebum. 


Znacie produkty marki Biolaven? Czy dla Was również prawie każdy okazuje się hitem? :)
Dajcie znać, jakie jeszcze delikatne żele do twarzy polecacie.

G.
6 komentarzy:

09:54

NATURA ESTONICA BIO - TRZY MASECZKI: Oil Control Iceland Moss (Mech Islandzki), Liftingująca Ginseng & Acai, Nawilżająca Sophora Japonica (Recenzje i Analiza Składu)

NATURA ESTONICA BIO - TRZY MASECZKI: Oil Control Iceland Moss (Mech Islandzki), Liftingująca Ginseng & Acai, Nawilżająca Sophora Japonica (Recenzje i Analiza Składu)

...czyli trzej muszkieterowie dla skóry twarzy, o naturalnych składach i różnych działaniach.


Oczyszczenie, odżywienie i nawilżenie - to podstawowe potrzeby skóry, które należy zaspokajać na co dzień, kosmetykami do pielęgnacji, typu produkt oczyszczający, tonik, serum, krem itd. oraz (najlepiej) dwa razy w tygodniu, poprzez twarzing, dając jej mocniejszy i bardziej skondensowany zastrzyk różnorakich dóbr. W tym celu wspaniale sprawdzają się oczywiście różnej maści maseczki. Maseczki to jeden z najlepszy wynalazków cywilizacji. Poza konkretnymi działaniami, które mają spełniać, dodatkowo odprężają i wzmacniają skórę, opóźniają jej proces starzenia się, a także przynoszą natychmiastowe efekty, gdy ma ona "gorszy" czas. Natura Estonica Bio proponuje nam właśnie taki tercet - trzy oddzielne maski, które mają zapewnić działanie dla podstawowych potrzeb każdej skóry, każda z nich odznacza się naturalnym składem i pięknym zapachem. Ale czy powiedziałabym, że jeden za wszystkich, wszyscy za jednego? Czy może zupełnie trzy różne historie i poziomy satysfakcji z użytkowania? To drugie, niestety, ale jest wśród nich absolutny ulubieniec, który kupię ponownie!



1 komentarz:

16:25

NATURA ESTONICA BIO - ICELAND MOSS, PŁUCNICA ISLANDZKA PURIFYING FACE SCRUB - HIT - NAJLEPSZY PEELING JAKI UŻYWAŁAM

NATURA ESTONICA BIO - ICELAND MOSS, PŁUCNICA ISLANDZKA PURIFYING FACE SCRUB - HIT - NAJLEPSZY PEELING JAKI UŻYWAŁAM

...czyli lepiej już być nie może?


Czego oczekuję od peelingu mechanicznego do twarzy? Co oczywiste, żeby dobrze złuszczał, wszak to podstawa, żeby w ogóle zaliczyć go i oceniać w tej kategorii, inaczej to tylko zwykły bubel. W efekcie tego działania zależy mi, żeby zmiękczał skórę, dawał uczucie gładkości i czystości w dotyku i sprawiał, ze będę czuła, że skóra jest odetkana i oddycha. Przyjemnie byłoby zobaczyć też różnicę w wielkości porów. Co równie oczywiste, nie może podrażniać. Myślę, że wymagania są rozsądne i nie co stawiać tego tupu kosmetykom niższej poprzeczki, bo dużo od nich zależy. Minimalizują zanieczyszczenie skóry, sprawiają, że maski i codzienna pielęgnacja lepiej się wchłania, przez co lepiej działa, a na tym nam przecież zależy. Chce czuć czystość i odświeżenie. Ten peeling robi to wszystko! Myślicie, że dałam Wam pełną recenzję produktu już na wstępie? O nie, nie. Ten peeling robi też dużo dużo więcej i to zachwyca! Szczegóły w poście.


1 komentarz:

15:05

HIT CZY KIT? VIANEK ODŻYWCZY - MASECZKA PEELING DO TWARZY SERIA ODŻYWCZA Z MIELONYM LNEM

HIT CZY KIT? VIANEK ODŻYWCZY - MASECZKA PEELING DO TWARZY SERIA ODŻYWCZA Z MIELONYM LNEM
...czyli ciekawy produkt 2w1 z dobrym składem i potencjałem.

Jestem fanką produktów łączących w sobie dwie funkcje. Dwie to tak akurat, w sam raz. Oczywiście, o ile obietnice producenta zostaną spełnione, bo w przeciwnym razie mamy do czynienia z bublem, a przynajmniej, pół-bublem. Jeśli producent nie umie zachwycić, powinien postawić zawsze na prostotę i robić jeden produkt o konkretnym działaniu. Nic nie bawi mnie bardziej, niż jak gdy czytam na opakowaniu bajeczki o tym, że to krem 10w1. Mam wrażenie, że na końcu tej przydługiej listy korzyści, znajdę informację o tym, że wstawi mi pranie, popilnuje dzieci i zrobi obiad. W tym przypadku, na szczęście nikogo nie poniosło i uważam go za bardzo interesujący, bo kosmetyk ten ma potencjalnie naprawdę dużo zalet. Jak już wspomniałam jest to 2w1, więc Vianek nie przesadził z wielofunkcyjnością, może być to fajny kandydat do szybkiego twarzingu, wygodny kosmetyk do zabrania w podróż, zamiast dwóch oddzielnych...No i skład jest świetny, naturalny. Hit czy kit? Warto czy nie warto? Bardziej peeling czy bardziej maseczka?

2 komentarze:

20:46

RECENZJA - PRZECIWZMARSZCZKOWY ELIKSIR DO TWARZY W WITAMINĄ C - VIANEK

RECENZJA - PRZECIWZMARSZCZKOWY ELIKSIR DO TWARZY W WITAMINĄ C - VIANEK

...czyli jak się sprawdził eliksir młodości od Vianka.

Jeśli czytacie nas już od jakiegoś czasu, to na pewno wiecie, że jesteśmy maniaczkami serum każdej maści. Jest to bazowy produkt w codziennej pielęgnacji każdej z nas.

Dzisiaj, chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z produktu, który właśnie kończę. Jest to Przeciwzmarszczkowy Eliksir do Twarzy z witaminą C firmy Vianek. Obie używamy antyoksydantów przez cały rok, ponieważ są wraz z kremami z filtrem, filarami naszej pielęgnacji przeciwzmarszkowej. Witamina C - poza byciem najpopularniejszym przeciwutleniaczem, ma również działanie przeciwstarzeniowe (wspomaga syntezę kolagenu), zmniejsza przebarwienia i rozświetla cerę. Czego chcieć więcej? 



Cena: ok 35 zł

Skład: Aqua (woda) , Glycerin (gliceryna - humektant), Magnesium Ascorbyl Phosphate (sól magnezowa monofosforanu kwasu askorbinowego, czyli tytułowa witamina C, stabilniejsza i bardziej odporna na działanie światła i utleniania forma od kwasu L-askorbinowego), Sodium Hyaluronate (hialuronian sodu - humektant), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu), Panthenol (humektant), Sodium Alginate (kondycjoner, substancja aktywna - odżywia, regeneruje, ujędrnia), Propanediol (rozpuszczalnik, transporter substancji czynnych), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Benzyl Alcohol (konserwant), Trifolium Pratense (Red Clover) Extract (ekstrakt z czerwonej koniczyny), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z korzenia lukrecji), Hydrolyzed Wheat Protein (humektant, kondycjoner), Aniba Rosaeodora Oil (olejek z drzewa różanego), Lactic Acid (jumektant, regulator pH), Phytic Acid (regulator pH, chelator), Parfum (zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant)




Ocena składu:

Nie ma tu żadnej potencjalnie szkodliwej substancji, do której mogłabym się ' przyczepić'. Skład jest dobry i bezpieczny.

Nie bójcie się obecności kwasu mlekowego i fitowego, pod koniec składu - w tak małych stężeniach, nie mają one działania złuszczającego, w tym wypadku kwas fitowy jest jedynie chelatorem i promotorm dla witaminy C, a kwas mlekowy, którego jest w produkcie mniej niż 10%, zawsze będzie działał nawilżająco, może być stosowany również jako regulator pH.

Ekstrakt z miłorzębu japońskiego to znany antyoksydant, który jest polecany dla cer naczyniowych, ponieważ ma udowodnione działanie wzmacniające naczynia krwionośne.

Ekstrakt z czerwonej koniczyny to dla mnie nowość, jednak z literatury wynika, że oprócz właściwości antyoksydacyjnych ma on również działanie ujędrniające, przyśpieszające gojenie, poprawia nawilżenie skóry i hamuje nadmierne wydzielanie sebum - brzmi super, prawda?

Ekstrakt z lukrecji to kolejny przeciwutleniacz, który również działa przeciwzapalnie, bakteriostatycznie oraz przeciwalergicznie.

Jedyne co można zarzucić produktowi to niskie stężenie witaminy C. Wg. producenta, tytułowa witamina występuje w 5 % stężeniu. Wielki plus dla Vianka za zastosowanie w miarę stabilnej formy, czyli MAP. Jej minusem jest słaba przenikalność w głąb skóry oraz średnie działanie antyoksydacyjne. Z tych powodów rekomendowanym stężeniem jest 15%.





Opis producenta:

"Lekkie, aksamitne, szybko wchłaniające się serum do twarzy ze stabilną formą witaminy C w stężeniu 5%. Idealne również do cery wrażliwej i naczynkowej, zawiera kompleks ekstraktów (miłorząb japoński, lukrecja i koniczyna) o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, stymulujących produkcję kolagenu i elastyny w skórze. Kwas hialuronowy i hydrolizowane proteiny pszenicy zatrzymują wodę w głębszych warstwach skóry, zapewniając prawidłowy wzrost i budowę białek, odpowiedzialnych za młody wygląd skóry. Regenerujące i kojące właściwości alantoiny i panthenolu gwarantują dojrzałej cerze odnowę, przywracając jej uczucie komfortu."

Opakowanie:

Serum dostajemy w porządnej, szklanej butelce z pipetką. Butelka jest z białego, nieprzezroczystego szkła, dzięki czemu nie grozi nam rozkład witaminy C, pod wpływem światła.

Pipetka jest wykonana z dobrych materiałów, nie rozpada się i dobrze spełnia swoją funkcję mimo intensywnego użytkowania i zabierania kosmetyku w podróże.

Forma:

Ciężko mi opisać formułę tego serum. Nie jest ono żelowe ani wodniste. Najbliższym słowem, którym mogłabym opisać jego konsystencję jest olejowe, jednak to serum absolutnie nie jest olejowym produktem. W jego składzie nie znajdziemy żadnych olei, jedynie dodatek olejku eterycznego, którego zawartość w całej butelce to pewnie kilka kropli. Kosmetyk ma słomkowy kolor i przyjemny zapach. Nie jestem najlepsza w opisywaniu zapachów, może podchodzi on pod kwiatowe nuty? Pachnie identycznie jak wszystkie inne kosmetyki z serii przeciwzmarszczkowej. Wiem, że wiele osób narzeka na ten aromat i nazywa całą serię "śmierdzącą", jednak ja naprawdę lubię ten zapach. Jak widać zapach to kwestia gustu, więc jeśli ma to dla Was znaczenie, to powąchajcie tester przed zakupem, bo jest on stosunkowo wyrazisty :)



Działanie:

Istotną dla mnie zaletą tego kosmetyku jest fakt, że doskonale się wchłania. Nie klei się, nie zostawia wyczuwalnej warstwy, nie roluje. Momentalnie 'wsiąka' w skórę i stanowi doskonałą bazę pod krem/olej.

Nazwa produktu sugeruje, że powinien on działać przeciwzmarszczkowo. Podczas 3-miesięcznej kuracji nie zdążyłam zauważyć żadnych zmian w tej kwestii, ale również nie oczekiwałam tego.
Od serum z witaminą C, oczekuję działania antyoksydacyjnego (szczególnie o tej porze roku), rozjaśniającego, przyśpieszającego gojenie stanów zapalnych oraz delikatnego napięcia skóry.
Czy Eliksir od Vianka spełnił moje oczekiwania? 4 x TAK! A nawet więcej, ponieważ widzę również dużą różnicę w kwestii nawilżenia cery. Jest ona zdecydowanie bardziej promienna, wypoczęta i nawilżona. Czego chcieć więcej? W kwestii zmarszczek mam serum The Ordinary, które świetnie "prasuje" moje czoło.

Zaczęłam kurację tym produktem od razu po zakończeniu LIQ CC , z 15% stężeniem witaminy C, a produkt od Vianka miał podtrzymać efekt wcześniejszej kuracji. Z przyjemnością kupię Eliksir od Vianka jeszcze raz, aby przetestować je bez wcześniejszego stosowania innego produktu.
Ciekawe czy efekt będzie równie zadawalający :) Na pewno recenzowany dziś kosmetyk jest dużo przyjemniejszy w stosowaniu ze względu na niewyczuwalność na skórze i świetne nawilżenie.

W przypadku tego serum, nie ma też mowy od pieczeniu i podrażnieniu skóry, jak przy LIQ CC, jednak pamiętajcie, że tutaj mamy 3-krotnie mniejsze stężenie rzeczonej witaminy.

Jeśli nie liczycie na przeciwzmarszczkowy efekt z opakowania to zdecydowanie polecam :)

Używacie produktów z witaminą C? Jakie jest Wasze ulubione serum?
G.


13 komentarzy:

21:15

HAUL Z USA: ZAKUPY - KOSMETYKI, KTÓRE KUPIŁAM I JAKIE KOSMETYKI WEDŁUG MNIE WARTO KUPIĆ. PRZEMYŚLENIA - CZY AMERYKANKI MAJĄ LEPIEJ? RÓŻNICE W CENACH I DO CZEGO NIE MAMY DOSTĘPU W DROGERII

HAUL Z USA: ZAKUPY - KOSMETYKI, KTÓRE KUPIŁAM I JAKIE KOSMETYKI WEDŁUG MNIE WARTO KUPIĆ. PRZEMYŚLENIA -  CZY AMERYKANKI MAJĄ LEPIEJ? RÓŻNICE W CENACH I DO CZEGO NIE MAMY DOSTĘPU W DROGERII

...czyli Pola buszująca w Walmarcie i Sephorze w Stanach.


Jakiś czas temu, niespodziewanie nadarzyła mi się okazja, by zrobić małe zakupy w Stanach, a że to pierwszy raz, jak przyszło mi robić szoping za wielką wodą, z początku byłam trochę zagubiona. Budżet miałam ograniczony, bo tak jak wspomniałam, sytuacja była z tych nieplanowanych, a że ostatnio nie rozbiłam banku, to niestety, musiałam dobrze przemyśleć jak chce rozporządzić swoimi dolarami. Wybierałam, przebierałam, przyleciały i dzisiaj zobaczycie, jakich wyborów ostatecznie dokonałam. Ponieważ nie było mnie tam (ubolewam) osobiście, można powiedzieć, że robiłam zakupy on-line. Niemniej, mam sporo przemyśleń, dotyczących tego, jak wygląda amerykański rynek kosmetyczny w porównaniu z polskim i czy tego typu produkty, lepiej kupować tam czy tu. Co wybrałam, czego żałuję, a czego nie, na co warto zwrócić uwagę oraz kilka przemyśleń, które wzbudziły we mnie większe i mniejsze emocje. Ciekawe? To zaczynamy.


4 komentarze:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger