Popularne posty

15:05

HIT CZY KIT? VIANEK ODŻYWCZY - MASECZKA PEELING DO TWARZY SERIA ODŻYWCZA Z MIELONYM LNEM

HIT CZY KIT? VIANEK ODŻYWCZY - MASECZKA PEELING DO TWARZY SERIA ODŻYWCZA Z MIELONYM LNEM
...czyli ciekawy produkt 2w1 z dobrym składem i potencjałem.

Jestem fanką produktów łączących w sobie dwie funkcje. Dwie to tak akurat, w sam raz. Oczywiście, o ile obietnice producenta zostaną spełnione, bo w przeciwnym razie mamy do czynienia z bublem, a przynajmniej, pół-bublem. Jeśli producent nie umie zachwycić, powinien postawić zawsze na prostotę i robić jeden produkt o konkretnym działaniu. Nic nie bawi mnie bardziej, niż jak gdy czytam na opakowaniu bajeczki o tym, że to krem 10w1. Mam wrażenie, że na końcu tej przydługiej listy korzyści, znajdę informację o tym, że wstawi mi pranie, popilnuje dzieci i zrobi obiad. W tym przypadku, na szczęście nikogo nie poniosło i uważam go za bardzo interesujący, bo kosmetyk ten ma potencjalnie naprawdę dużo zalet. Jak już wspomniałam jest to 2w1, więc Vianek nie przesadził z wielofunkcyjnością, może być to fajny kandydat do szybkiego twarzingu, wygodny kosmetyk do zabrania w podróż, zamiast dwóch oddzielnych...No i skład jest świetny, naturalny. Hit czy kit? Warto czy nie warto? Bardziej peeling czy bardziej maseczka?

2 komentarze:

20:46

RECENZJA PRZECIWZMARSZCZKOWEGO ELIKSIRU DO TWARZY W WITAMINĄ C - VIANEK

RECENZJA PRZECIWZMARSZCZKOWEGO ELIKSIRU DO TWARZY W WITAMINĄ C - VIANEK

...czyli jak się sprawdził eliksir młodości od Vianka.

Jeśli czytacie nas już od jakiegoś czasu, to na pewno wiecie, że jesteśmy maniaczkami serum każdej maści. Jest to bazowy produkt w codziennej pielęgnacji każdej z nas.

Dzisiaj, chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z produktu, który właśnie kończę. Jest to Przeciwzmarszczkowy Eliksir do Twarzy z witaminą C firmy Vianek. Obie używamy antyoksydantów przez cały rok, ponieważ są wraz z kremami z filtrem, filarami naszej pielęgnacji przeciwzmarszkowej. Witamina C - poza byciem najpopularniejszym przeciwutleniaczem, ma również działanie przeciwstarzeniowe (wspomaga syntezę kolagenu), zmniejsza przebarwienia i rozświetla cerę. Czego chcieć więcej? 



Cena: ok 35 zł

Skład: Aqua (woda) , Glycerin (gliceryna - humektant), Magnesium Ascorbyl Phosphate (sól magnezowa monofosforanu kwasu askorbinowego, czyli tytułowa witamina C, stabilniejsza i bardziej odporna na działanie światła i utleniania forma od kwasu L-askorbinowego), Sodium Hyaluronate (hialuronian sodu - humektant), Ginkgo Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu), Panthenol (humektant), Sodium Alginate (kondycjoner, substancja aktywna - odżywia, regeneruje, ujędrnia), Propanediol (rozpuszczalnik, transporter substancji czynnych), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Benzyl Alcohol (konserwant), Trifolium Pratense (Red Clover) Extract (ekstrakt z czerwonej koniczyny), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z korzenia lukrecji), Hydrolyzed Wheat Protein (humektant, kondycjoner), Aniba Rosaeodora Oil (olejek z drzewa różanego), Lactic Acid (jumektant, regulator pH), Phytic Acid (regulator pH, chelator), Parfum (zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant)




Ocena składu:

Nie ma tu żadnej potencjalnie szkodliwej substancji, do której mogłabym się ' przyczepić'. Skład jest dobry i bezpieczny.

Nie bójcie się obecności kwasu mlekowego i fitowego, pod koniec składu - w tak małych stężeniach, nie mają one działania złuszczającego, w tym wypadku kwas fitowy jest jedynie chelatorem i promotorm dla witaminy C, a kwas mlekowy, którego jest w produkcie mniej niż 10%, zawsze będzie działał nawilżająco, może być stosowany również jako regulator pH.

Ekstrakt z miłorzębu japońskiego to znany antyoksydant, który jest polecany dla cer naczyniowych, ponieważ ma udowodnione działanie wzmacniające naczynia krwionośne.

Ekstrakt z czerwonej koniczyny to dla mnie nowość, jednak z literatury wynika, że oprócz właściwości antyoksydacyjnych ma on również działanie ujędrniające, przyśpieszające gojenie, poprawia nawilżenie skóry i hamuje nadmierne wydzielanie sebum - brzmi super, prawda?

Ekstrakt z lukrecji to kolejny przeciwutleniacz, który również działa przeciwzapalnie, bakteriostatycznie oraz przeciwalergicznie.

Jedyne co można zarzucić produktowi to niskie stężenie witaminy C. Wg. producenta, tytułowa witamina występuje w 5 % stężeniu. Wielki plus dla Vianka za zastosowanie w miarę stabilnej formy, czyli MAP. Jej minusem jest słaba przenikalność w głąb skóry oraz średnie działanie antyoksydacyjne. Z tych powodów rekomendowanym stężeniem jest 15%.





Opis producenta:

"Lekkie, aksamitne, szybko wchłaniające się serum do twarzy ze stabilną formą witaminy C w stężeniu 5%. Idealne również do cery wrażliwej i naczynkowej, zawiera kompleks ekstraktów (miłorząb japoński, lukrecja i koniczyna) o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, stymulujących produkcję kolagenu i elastyny w skórze. Kwas hialuronowy i hydrolizowane proteiny pszenicy zatrzymują wodę w głębszych warstwach skóry, zapewniając prawidłowy wzrost i budowę białek, odpowiedzialnych za młody wygląd skóry. Regenerujące i kojące właściwości alantoiny i panthenolu gwarantują dojrzałej cerze odnowę, przywracając jej uczucie komfortu."

Opakowanie:

Serum dostajemy w porządnej, szklanej butelce z pipetką. Butelka jest z białego, nieprzezroczystego szkła, dzięki czemu nie grozi nam rozkład witaminy C, pod wpływem światła.

Pipetka jest wykonana z dobrych materiałów, nie rozpada się i dobrze spełnia swoją funkcję mimo intensywnego użytkowania i zabierania kosmetyku w podróże.

Forma:

Ciężko mi opisać formułę tego serum. Nie jest ono żelowe ani wodniste. Najbliższym słowem, którym mogłabym opisać jego konsystencję jest olejowe, jednak to serum absolutnie nie jest olejowym produktem. W jego składzie nie znajdziemy żadnych olei, jedynie dodatek olejku eterycznego, którego zawartość w całej butelce to pewnie kilka kropli. Kosmetyk ma słomkowy kolor i przyjemny zapach. Nie jestem najlepsza w opisywaniu zapachów, może podchodzi on pod kwiatowe nuty? Pachnie identycznie jak wszystkie inne kosmetyki z serii przeciwzmarszczkowej. Wiem, że wiele osób narzeka na ten aromat i nazywa całą serię "śmierdzącą", jednak ja naprawdę lubię ten zapach. Jak widać zapach to kwestia gustu, więc jeśli ma to dla Was znaczenie, to powąchajcie tester przed zakupem, bo jest on stosunkowo wyrazisty :)



Działanie:

Istotną dla mnie zaletą tego kosmetyku jest fakt, że doskonale się wchłania. Nie klei się, nie zostawia wyczuwalnej warstwy, nie roluje. Momentalnie 'wsiąka' w skórę i stanowi doskonałą bazę pod krem/olej.

Nazwa produktu sugeruje, że powinien on działać przeciwzmarszczkowo. Podczas 3-miesięcznej kuracji nie zdążyłam zauważyć żadnych zmian w tej kwestii, ale również nie oczekiwałam tego.
Od serum z witaminą C, oczekuję działania antyoksydacyjnego (szczególnie o tej porze roku), rozjaśniającego, przyśpieszającego gojenie stanów zapalnych oraz delikatnego napięcia skóry.
Czy Eliksir od Vianka spełnił moje oczekiwania? 4 x TAK! A nawet więcej, ponieważ widzę również dużą różnicę w kwestii nawilżenia cery. Jest ona zdecydowanie bardziej promienna, wypoczęta i nawilżona. Czego chcieć więcej? W kwestii zmarszczek mam serum The Ordinary, które świetnie "prasuje" moje czoło.

Zaczęłam kurację tym produktem od razu po zakończeniu LIQ CC , z 15% stężeniem witaminy C, a produkt od Vianka miał podtrzymać efekt wcześniejszej kuracji. Z przyjemnością kupię Eliksir od Vianka jeszcze raz, aby przetestować je bez wcześniejszego stosowania innego produktu.
Ciekawe czy efekt będzie równie zadawalający :) Na pewno recenzowany dziś kosmetyk jest dużo przyjemniejszy w stosowaniu ze względu na niewyczuwalność na skórze i świetne nawilżenie.

W przypadku tego serum, nie ma też mowy od pieczeniu i podrażnieniu skóry, jak przy LIQ CC, jednak pamiętajcie, że tutaj mamy 3-krotnie mniejsze stężenie rzeczonej witaminy.

Jeśli nie liczycie na przeciwzmarszczkowy efekt z opakowania to zdecydowanie polecam :)

Używacie produktów z witaminą C? Jakie jest Wasze ulubione serum?
G.


12 komentarzy:

21:15

HAUL Z USA: ZAKUPY - KOSMETYKI, KTÓRE KUPIŁAM I JAKIE KOSMETYKI WEDŁUG MNIE WARTO KUPIĆ. PRZEMYŚLENIA - CZY AMERYKANKI MAJĄ LEPIEJ? RÓŻNICE W CENACH I DO CZEGO NIE MAMY DOSTĘPU W DROGERII

HAUL Z USA: ZAKUPY - KOSMETYKI, KTÓRE KUPIŁAM I JAKIE KOSMETYKI WEDŁUG MNIE WARTO KUPIĆ. PRZEMYŚLENIA -  CZY AMERYKANKI MAJĄ LEPIEJ? RÓŻNICE W CENACH I DO CZEGO NIE MAMY DOSTĘPU W DROGERII

...czyli Pola buszująca w Walmarcie i Sephorze w Stanach.


Jakiś czas temu, niespodziewanie nadarzyła mi się okazja, by zrobić małe zakupy w Stanach, a że to pierwszy raz, jak przyszło mi robić szoping za wielką wodą, z początku byłam trochę zagubiona. Budżet miałam ograniczony, bo tak jak wspomniałam, sytuacja była z tych nieplanowanych, a że ostatnio nie rozbiłam banku, to niestety, musiałam dobrze przemyśleć jak chce rozporządzić swoimi dolarami. Wybierałam, przebierałam, przyleciały i dzisiaj zobaczycie, jakich wyborów ostatecznie dokonałam. Ponieważ nie było mnie tam (ubolewam) osobiście, można powiedzieć, że robiłam zakupy on-line. Niemniej, mam sporo przemyśleń, dotyczących tego, jak wygląda amerykański rynek kosmetyczny w porównaniu z polskim i czy tego typu produkty, lepiej kupować tam czy tu. Co wybrałam, czego żałuję, a czego nie, na co warto zwrócić uwagę oraz kilka przemyśleń, które wzbudziły we mnie większe i mniejsze emocje. Ciekawe? To zaczynamy.


3 komentarze:

07:25

NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA BLOGEREK KOCHAJĄCYCH NATURALNĄ PIELĘGNACJĘ

NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA BLOGEREK KOCHAJĄCYCH NATURALNĄ PIELĘGNACJĘ

...czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym.


Jak wspominałyśmy niedawno - sezon wiosenno - letni obfituje w tym roku w masę eventów, konferencji i spotkań blogerskich. W pewną majową niedzielę - Gosia reprezentowała nasz zespół podczas kameralnego spotkania  blogerek piszących o kosmetykach naturalnych "Nature of Woman".

Spotkanie zostało zorganizowane przez Anastazję i Anetę, a uczestniczyło w nim 10 osób. Miejsce spotkania idealnie wpasowało się w jego tematykę, ponieważ odbyło się ono w kawiarni - Organic Coffee przy ul.Pięknej w Warszawie (szczególnie polecam spróbować kawy z jednym z wielu roślinnych mlek).



Pierwszą prelekcję przeprowadziła Anastazja. Dotyczyła ona zdrowia kobiety oraz przede wszystkim profilatyki. Anastazja jest analitykiem laboratoryjnym (mam nadzieję, że nie przekręciłam!) i doskonale zna się na badaniach. Każda z nas dostała 'ściągę' ze spisem badań, które powinnyśmy wykonywać co roku oraz z tymi, które wystarczy kontrolować co 2-3 lata. W przystępny sposób opowiedziała nam o każdym istotnym parametrze oraz cierpliwie odpowiadała na nasze pytania :)

Kawał świetnej roboty! Z powodzeniem mogłaby organizować takie wykłady na dużo większą skalę.


Po przerwie na babskie ploteczki oraz wymianę zdań nt. (oczywiście naturalnych) kosmetyków odwiedził nas pierwszy zaproszony gość. Był nim p.Witold Rataj - Dyrektor marketingu w firmie Cossi sp. z o.o., który zapoznał nas z produktami z serii Rapan Beauty oraz Cossi Fuleren.

Rapan Beauty to naturalne kosmetyki, które bazują na niebieskiej i żółtej glince, błocie iłowo-siarczkowym oraz naturalnej soli jeziorowej wydobywanych z kambryjskiego słonego jeziora Ostrovnoye znajdującego się na terenie Syberii. Posiadają one podobne właściwości i skład chemiczny, co produkty pozyskiwane z Morza Martwego, jednak niezależne badania udowodniły, że są one skuteczniejsze, biologicznie aktywniejsze oraz posiadają kilkukrotnie więcej antyoksydantów. Więcej o surowcach i skuteczności preparatów firmy Rapan Beauty napiszę w oddzielnej recenzji - testy już rozpoczęte!






P. Witek przyniósł na spotkanie wszystkie glinki z oferty marki (jest ich aż 9), błoto iłowo - siarczkowe oraz sól jeziorową i cierpliwie pozwalał nam w nich grzebać, mieszać, wąchać i  testować. Ma on ogromną wiedzę na temat sprzedawanych przez siebie produktów oraz wie chyba wszystko na temat wykorzystywanych w nich surowców oraz ich pochodzeniu. Pozwolił nam wybrać po jednej masce, dostosowanej do naszej cery z serii Power of Nature, czyli glinkach wzbogaconych olejem migdałowym, wegańskim śluzem ślimaka oraz smoczą krwią. Będę dla Was testować różową wersję maseczki, czyli miks glinki żółtej, niebieskiej i błotka.







Po zakończeniu 'babrania się' w glinkach, zaprezentowano nam nową serię kosmetyków - Cossi Fuleren bazujących na dobroczynnych właściwościach Szungitu. Oczywiście nie mogło zabraknąć prezentacji i organoleptycznego badania rzeczonego Szungitu. Wiele o nim słyszałam, ale dopiero pierwszy raz dowiedziałam się czym on właściwie jest i co dobrego może zaoferować naszej skórze.


Hitem spotkania okazała się seria niesamowicie pachnących peelingów solnych do ciała. Wszystkie cztery peelingi (kawowy, waniliowy, truskawkowy i egzotyczny) pachną obłędnie i smakowicie. Bardzo ciężko było zdecydować się na jedną wersję, którą mogłyśmy zabrać ze sobą do domu ;)



Peeling oczywiście zawiera w swoim składzie (jak wszystkie kosmetyki z serii) wodę szungitową, która jest jednym z najmocniejszych antyoksydantów występujących w naturze.

Kolejnymi wartymi uwagi produktami od Cossi są olejki do ciała. Co ciekawe, oprócz wody szungitowej, w każdej buteleczce pływa mały kawałeczek szungitu. Produkty to oczywiście miks naturalnych olejów, w tym bardzo egzotycznych, takich jak: olej Kalahari z egzotycznego arbuza, Andiroba, Neem czy Babassu. Wzbogacone są ekstraktami, naturalnymi substancjami zapachowymi oraz bezpieczne konserwanty.


Trzecią serią kosmetyków Cossi Fuleren były toniki do twarzy. Jest to kolejna nowość w ofercie marki. Największą ich zaletą jest fakt, że nie posiadają w składzie detergentów! Jeśli interesujecie się tematem, to na pewno wiecie, że bardzo ciężko jest znaleźć tonik - nawet wśród produktów naturalnych, który nie zawiera żadnych substancji myjących. Zazwyczaj pozostają tylko hydrolaty. Kolejną ich zaletą jest butelka z atomizerem, która ułatwia aplikację.

P.Witold opowiedział nam wiele ciekawostek nt. różnych półproduktów kosmetycznych - ich pochodzenia oraz czystości. Spotkanie z nim uważam za bardzo obfitujące w wiedzę. Nie próbował nam "wciskać' swoich produktów, jak robią to zwykle inni przedstawiciele w podobnych sytuacjach.




Po krótkiej przerwie na kawę, przyszła do nas p. Małgorzata, przedstawicielka firmy Optima Natura, która zajmuje się produkcją naturalnych olejków eterycznych.
Spotkanie miało charakter luźnej rozmowy, gdzie każda z nas opowiadała w jaki sposób korzysta z dobrodziejstw olejków, co było dla mnie niezwykle inspirujące, ponieważ poznałam wiele nowych metod ich zastosowania i część z nich zamierzam wypróbować.
Czy wiedzieliście, że olejek lawendowy może być świetnym remedium na bóle miesiączkowe?




Podczas rozmowy, dowiedziałyśmy się również na co zwracać uwagę kupując olejki eteryczne, nie zabrakło również czasu na wąchanie produktów marki ;)

Przyznam szczerze, że nie stosowałam nigdy aromaterapii. Olejki stosowałam jedynie w pielęgnacji twarzy. Z nowo zdobytą wiedzą, na pewno podejmę próbę. Na koniec spotkania, każda z nas dostała zestaw olejków oraz możliwość wzięcia z ekspozytora ulubionego zapachu. Zakochałam się w nowo poznanym olejku z trawy cytrynowej, więc nie mogłam wrócić do domu bez niego :) Wzięłam również olejek lawendowy, którego używam najczęściej, aby porównać jego działanie z do tej pory znanymi mi produktami.


Po spotkaniu była jeszcze chwila na pogaduszki i niestety musiałyśmy się po mału żegnać, ponieważ każda miała inne plany na wieczór.



Dziękuję bardzo dziewczynom - Anastazji i Anecie za organizację tak niesamowitego przedsięwzięcia. Fajnie by było, gdyby udało się kontynuować spotkania w podobnej formule, ponieważ sprawdziła się ona w 100 %.
Kto wie, może następnym razem będzie możliwość aby ukręcić samodzielnie jakiś kosmetyk? Byłoby super!

Bardzo się również cieszę z możliwości poznania innych dziewczyn i zamienienia z nimi kilku słów. Ciężko jest znaleźć rozmówców do dyskusji o naturalnych kosmetykach wśród naszych najbliższych, dlatego takie spotkania to świetna okazja do wymiany opinii.

Produkty, które mogłyśmy sobie wybrać z oferty marki Cossi Fuleren:

- peeling do ciała
- olejek do ciała
- tonik do twarzy 



Maseczka Rapan Beauty:



Upominki od firmy Optima Plus:



Produkty Polny Warkocz, czyli esencja i mazidło: 



Olej, olejek eteryczny i mydło od firmy Etja:



Upominki od ekozuzu.pl:

Sklep pozwolił nam samodzielnie wybrać produkty za określoną kwotę - ja wybrałam wygładzającą bazę Couleur Caramel oraz serum liftingujące, nowej dla mnie marki Bema. Miłą niespodzianką była gąbeczka KoZi, którą dostałyśmy w ramach niespodzianki.


Znacie może te marki? Recenzja jakiego produktu interesuje Was najbardziej? Jeśli śledzicie nasze stories na instagramie, to pewnie wiecie, że rozpoczęłam już testy maseczki Rapan Beauty. Dajcie znać - o czym przeczytacie najchętniej.

G.
11 komentarzy:

13:16

RECENZJA SERUM DO TWARZY ANTI-AGING ALOE ORGANIC AVA ECO Z CERTYFIKATEM ECOCERT

RECENZJA SERUM DO TWARZY ANTI-AGING ALOE ORGANIC AVA ECO Z CERTYFIKATEM ECOCERT

...czyli jak odmładza serum Ava Eco.


Obie z Polą uważamy wszelkie sera, za jeden z najważniejszych kroków w naszej pielęgnacji. Nie da się ukryć, że są to mocno skoncentrowane produkty z wysoką zawartością substancji aktywnych i w dużej mierze, to właśnie one 'robią robotę'.  

Dziś na tapet biorę serum znanej polskiej firmy Ava. Jest to produkt z serii AVA ECO Aloe Organic. Posiada ono certyfikat ECOCERT, co może być dla nas gwarantem, że minimum 95 % składników jest pochodzenia naturalnego, w produkcie nie ma surowców modyfikowanych genetycznie (choć nie wiem czemu miałabym ich unikać), nie było testowane na zwierzętach , nie zawiera syntetycznych substancji zapachowych i barwników oraz pochodnych ropy naftowej, silikonów i PEG-ów, a użyte w nim konserwanty są bezpieczne. Nie ukrywam, że posiadanie takiego certyfikatu, zawsze zachęca mnie do przetestowania nowego produktu :)



Cena: ok. 30 zł

Skład: Aqua (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu)*, Lavandula Angustifolia Flower Water (hydrolat z lawendy wąskolistnej)*, Glycerin (gliceryna, humektant), Sodium PCA (humektant, kondycjoner), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z liści herbaty chińskiej)*, Opuntia Ficus-Indica Stem Extract (ekstrakt z łodygi opuncji figowej)**, Beta-Glucan (przyśpiesza gojenie, łagodzi podrażnienia), Levulinic Acid (kondycjoner, konserwant), Sodium Levulinate (konserwant, kondycjoner, regulator pH), Sodium Phytate (antyoksydant, chelator), Polyglyceryl-4 Caprate (emulgator, emolient), Xanthan Gum (zagęstnik, stabilizator), Sodium Dehydroacetate (konserwant), Maltodextrin (kondycjoner, stabilizator, emulgator), Dehydroacetic Acid (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Benzyl Alcohol (subst. zapachowa), Parfum (zapach), Citronellol (zapach), Geraniol (zapach), Linalool (zapach).

* składniki z plantacji monitorowanych
** wykonane z organicznych składników




Producent deklaruje działanie nawilżające, łagodzące podrażnienia, antyoksydacyjne oraz zmniejszające widoczność zmarszczek.

Produkt jest ukryty w butelce z grubego szkła z plastikową pompką, co umożliwia jego higieniczne stosowanie. Serum ma brązowo - pomarańczowy kolor, rzadką, aczkolwiek żelową konsystencję i stosunkowo mocny zapach jak na naturalny kosmetyk. Pachnie ono zdecydowanie opuncjowo, co pewnie uszczęśliwi amatorów tego aromatu. Osobiście, nie jestem jego fanką, ale nie mogę powiedzieć żeby zapach preparatu przeszkadzał mi w jego użytkowaniu.

Dzięki swojej lekkiej, wodnistej konsystencji serum doskonale się wchłania. Świetnie się sprawdza stosowane zarówno na noc jak i na dzień - pod makijaż. Nie roluje się na twarzy, nie zostawia klejącej warstwy.

Nie mogę ocenić działania antyoksydacyjnego kosmetyku, ale nie znalazłam nowych zmarszczek podczas kuracji, więc może i działa :)

Jeśli chodzi o kwestię redukcji widoczności zmarszczek - niestety nie zauważyłam żadnej różnicy, ale szczerze mówić, nie nastawiałam się na to. W tej kwestii wierzę głównie retinoidom i peptydom.



Kupując to serum - oczekiwałam od niego nawilżenia i w tej kwestii spisało się naprawdę na piątkę z plusem! Stosowałam je pod olej, pod krem, pod maskę - zarówno rano jak i wieczorem. Oczywiście odradzam używanie go solo - pamiętajcie, że aby zachować nawilżenie w naskórku, potrzebna jest okluzja.

Podczas kuracji preparatem od Avy, moja skóra była zawsze doskonale nawilżona i miękka. Ani razu nie zauważyłam przesuszonego, łuszczącego się naskórka - nawet przy stosowaniu kwasowych produktów. 

Jeśli chcecie zlikwidować zmarszczki, napiąć skórę, możecie być rozczarowani. Natomiast jeśli szukacie serum nawilżającego z dobrym składem - koniecznie spróbujcie produktu z serii Aloe Organic.



Niedawno pojawiła się na rynku nowa seria - Ava ECO Linea, która ma w ofercie wiele interesujących produktów...Czuję, że niedługo ruszę na łowy ;)
Dajcie znać czy już testowaliście coś z niej i możecie polecić, a może polecacie jakieś inne serum nawilżające?

G.

4 komentarze:

14:29

ALTERRA ANTYCELLULITOWY OLEJEK DO SKÓRY GREJFRUT & BRZOZA BIO - JAK SPRAWDZA SIĘ DO OLEJOWANIA WŁOSÓW

ALTERRA ANTYCELLULITOWY OLEJEK DO SKÓRY GREJFRUT & BRZOZA BIO - JAK SPRAWDZA SIĘ DO OLEJOWANIA WŁOSÓW

... czyli gotowa mieszanka olejów do zwalczania cellulitu, którą postanowiłam użyć na włosy.


Nic dodać, nic ująć. Uwielbiam kupować mieszanki olejów, nie tylko te przeznaczone stricte, według producenta do włosów. Zawsze jestem ich bardzo ciekawa. Oczywiście, nie umiem się oprzeć, żeby nie spróbować nałożyć je na włosy. Olejowanie włosów to moja rutyna i szukam ulubieńca, który spełni wszystkie moje oczekiwania.


2 komentarze:

15:55

HAIR FORMULA CHEERS - ZAAWANSOWANY SUPLEMENT NA WZMOCNIENIE I WZROST WŁOSÓW

HAIR FORMULA CHEERS - ZAAWANSOWANY SUPLEMENT NA WZMOCNIENIE I WZROST WŁOSÓW
...czyli czy suplement diety może powstrzymać wypadanie?


Jeśli czytacie nas już od dłuższego czasu, to pewnie wiecie, że obie zmagamy się z nadmiernym wypadaniem włosów już od kilku dobrych lat.

Testowałyśmy już większość dostępnych na rynku preparatów mających powstrzymać ten proces. Z jakim skutkiem? Możecie to przeczytać w zestawieniu wcierek oraz suplementów, które przygotowałyśmy dla Was jakiś czas temu.

Dziś, przychodzimy z podwójną recenzją, nowego na rynku produktu HAIR FORMULA wyprodukowanego przez polskiego producenta - markę Cheers.




1 komentarz:

23:01

I EDYCJA WARSZTATÓW DLA BLOGERÓW I VLOGERÓW URODOWYCH - BEAUTY BY BLOGGERS

I EDYCJA WARSZTATÓW DLA BLOGERÓW I VLOGERÓW URODOWYCH - BEAUTY BY BLOGGERS

...czyli malowanie palm, makijażowe triki i plecenie warkoczy.


Jak pewnie zauważyliście, zaczął się już czas częstych eventów dla blogerów. Nie tak dawno byłyśmy na świetnej imprezie z okazji polskiej premiery marki Tressemme, poźniej odbyło się Meet Beauty oraz Blog Conference Poznań, a za miesiąc jedziemy na See Bloggers do Łodzi! Intensywnie, prawda? Jednak to nie wszystko! Ostatni weekend spędziłyśmy na wspaniałych warsztatach Beauty by Bloggers, a w najbliższą sobotę Gosia idzie nas reprezentować na spotkanie blogerek kochających naturalną pielęgnację, czyli Nature of Woman. Ach, dzieje się, dzieje!



Minioną niedzielę, spędziłyśmy na I edycji warsztatów Beauty organizowanych przez markę Paul Mitchell wraz z Anią z bloga Kolorowy Kraj -  pod nazwą Beauty By Bloggers.
Było to pierwsze spotkanie w Polsce dla influencerów beauty, którego forma polegała wyłącznie na warsztatach! Brawo dla pomysłodawcy!

Zero nudnych prezentacji marek, przekonywania, że ich produkty są najlepsze itp. Wyłącznie same warsztaty, podczas których używałyśmy produktów, marek, które sponsorowały spotkanie.

Cały event odbywał się w warszawskim hotelu - Sound Garden Hotel. Oprócz sali warsztatowej, do naszej dyspozycji był również bufet oraz urokliwe patio, pełne poduszek i leżaków. Wydarzenie było podzielone na trzy bloki warsztatowe, które dotyczyły zdobienia paznokci, trików makijażowych oraz stylizacji włosów.




Pierwszy warsztat, zorganizowany był przez markę CHIODO PRO. Już po dotarciu na miejsce, zastała nas pięknie zaaranżowana sala, a w niej - 'szkolne' ławki wyposażone w niezłą kolekcję lakierów hybrydowych, lampy UV/LED, pędzelki do zdobień, torby z prezentami od marki oraz inne niezbędne podczas szkolenia akcesoria.
Zajęcia były prowadzone przez trzy doświadczone instruktorki, które postanowiły nas nauczyć dwóch najmodniejszych zdobień w tym sezonie - palmy na tle ombre oraz 'akwarelowego' kwiatka.

Muszę przyznać, że nie było łatwo, ponieważ niestety żadna z nas, nie została obdarzona talentem plastycznym, jednak jakimś cudem (tutaj brawa dla instruktorek za doskonałe wskazówki), udało nam się stworzyć coś, co nawet przypominało wzory prezentowane przez prowadzące warsztat ;)











Drugi warsztat, zorganizowany był przez markę PAESE. Po krótkiej przerwie, wróciłyśmy do przearanżowanej sali, gdzie na naszych ławkach czekały prezenty od Paese oraz puste facecharty.

Spotkanie było prowadzone przez dwie wizażystki marki, które prezentowały na kolejnych uczestniczkach warsztatu, różnie triki makijażowe. Śmiałyśmy się nawet, że to taki kurs makijażowej postapokalipsy, ponieważ uczyłyśmy się wykonywania makijażu bez użycia akcesoriów czy lusterka, nieoczywistych zastosowań niektórych produktów oraz robienia go w ekstremalnych warunkach.

Na pewno nie raz skorzystamy z nowo poznanych sztuczek, z wieloma z nich spotkałyśmy się po raz pierwszy.








Na koniec warsztatu, naszym zadaniem było stworzenie makijażu na facechartach. Dla osób, które od wielu lat, codziennie wykują makijaże na swoich twarzach, powinno być to bułką z masłem! A jednak nie... malowanie kolorowymi kosmetykami na papierze, to jednak spore wyzwanie. Szczególnie jeśli do dyspozycji mamy jedynie nasze palce, patyczki kosmetyczne i waciki :)


Ostatni warsztat dotyczył stylizacji włosów, a dokładniej - jak szybko wykonać w domu efektowne upięcie / plecionkę. Był on prowadzony przez Łukasza Urbańskiego, stylistę gwiazd, eksperta programu 'Druga twarz', który jednocześnie jest przedstawicielem marki Paul Mitchell. 





Łukasz faktycznie potrafi wykonać efektowne upięcia w mniej niż 5 minut, myślę, że byłby w stanie zapleść coś fajnego nawet z zamkniętymi oczami :) Podczas trwania warsztatu, mimo szczerych chęci, Gosi nie udało się zapleść niczego sensownego, za to Pola, zrobiła Gosi dwa piękne warkocze holenderskie. Efekty możecie zobaczyć poniżej.




Od marki, dostałyśmy również paczki z upominkami, których testy już rozpoczęłyśmy :)

Ostatni warsztat, miał największy potencjał i fajną formułę. Niestety nie miałyśmy w sali żadnych luster, które umożliwiłyby samodzielne wykonywanie fryzur na swoich włosach, dwóch fryzjerów, to jednak trochę za mało żeby ogarnąć bandę kobiet (i mężczyznę!) w fali euforii i oparach lakieru do włosów. Zabrakło również czasu, aby Łukasz lub drugi stylista mogli wykonać fryzurę każdej z uczestniczek, albo po prostu zamienić z każdą kilka słów o upięciu najlepszym dla niej. Organizatorzy obiecali, że to spotkanie na pewno nie jest ostatnim i kolejnym razem zastosują się do naszych wskazówek, tak aby warsztat był lepiej dopracowany i co za tym idzie, abyśmy mogli nauczyć się więcej.











Cały dzień przyniósł nam dużo wrażeń, nowych umiejętności oraz nowych znajomości! To, co najbardziej lubimy w takich spotkaniach, to właśnie możliwość osobistego spotkania i zamienia kilku słów z twarzami, które znamy innych blogów czy Instagrama. Nic nie uczy bardziej niż wymiana doświadczeń, a my chcemy cały czas się rozwijać, by tworzyć dla Was coraz lepiej.

Specjalne pozdrowienia dla Asi z kanału Prawie Idealna, oraz Anety z CosmetiCosmos, które spędziły dzień w sąsiedniej ławce :)

Oczywiście nie zapomniałyśmy o podziękowaniu organizatorom!
Kochani! Zrobiliście kawał dobrej roboty! Dziękujemy Ani, Piotrowi oraz marce Paul Mitchell, która była sprawcą całego zamieszania. Dziękujemy też markom Paese oraz Chiodo Pro za moc wiedzy i inspiracji!

Czy lubicie czytać posty dotyczące naszego uczestnictwa w różnych wydarzeniach i eventach? A może wolicie czytać recenzje kosmetyków? Dajcie znać.

Buziaki!

G. & P.

2 komentarze:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger